czwartek, 30 maja 2013

Rozdział 19

Pobudka 6:00.
- Kornelia wstawaj ! Dość tego dobrego. Zbieraj się to cię podwiozę do tej szkoły. - wpada tata to pokoju i zdziera ze mnie kołudrę.
- Zaaraaz, a muszę w ogóle iść ? Piątek jest, ostatni dzień, normalnie jakbyśmy wrócili to nie byłoby mnie też dziś. - przykrywam się z powrotem, tym razem po same oczy.
- Wstawaj, nawet byś nie miała z kim zostać w domu, bo my z mamą jedziemy na ten pogrzeb, jest jednak dziś, a potem jedziemy z towarem. A właśnie. Nie będzie nas do niedzieli. Koło 14 przyjedzie tu do ciebie ciotka Anka i będzie z tobą do naszego przyjazdu. - oznajmił siedzący na kraju łóżka tata. Nie powiem zdziwiona byłam. Jak zwykle dowiaduję się w ostatniej chwili. Ale co na to poradzę ? Nic, no właśnie.
- Przecież nie mam pięciu lat żebym nie mogła sama w domu zostać kilka godzin. Umiem już o siebie zadbać tato. W szkole i tak teraz pewnie nic nie robią. Oceny już dawno wystawione. - przewróciłam się na plecy i usiłowałam udobruchać siedzącego obok czterdziestolatka.
- Dobrze nie chodź już do tej szkoły dziś. Ale masz siedzieć w domu i nikogo nie spraszać. My za godzinę wychodzimy. To śpij jeszcze. - poczochrał mnie i wyszedł. Uff, udało się. Zawinęłam się w kłębek i usnęłam.
- Kornelia, Kornelia, wstawaj, obiad. - otworzyłam oczy i zobaczyłam stojącą nade mną ciocię.
- Oo, cześć ciociu. Obiad ? Która jest godzina ? - popatrzyłam się na zegarek. Była już 15 ! Ale sobie pospałam. Ale co tam dość się jeszcze wczas nawstaje. Ciocia wyszła z pokoju. Przeciągnęłam się kilka razy i hop. Wstałam na równe nogi. Wyciągnęłam z szafki dresy, jakąś koszulke, bieliznę i poszłam do łazienki. Zimna woda dobrze działa na rozespany organizm. Włosy w kok i gotowe. Zeszłam na dół i od razu skierowałam się do kuchni. Obiad był już na stole, ziemniaczki, jakaś surówka i kotleciki z kurczaka. Lubię dania cioci, są smakiem zbliżone do tych z restauracji, a są dużo zdrowsze. Zjadłyśmy, porozmawiałyśmy. Oczywiście i do niej już dotarło co przydarzyło mi się w Niemczech. Kazała opowiadać ze szczegółami. Mam do niej duże zaufanie i w ogóle traktuję ją jak najlepszą przyjaciółkę. Dogadujemy się wręcz idealnie. Ona zwierza się mi, a ja jej. Nie szczędziłam niczego. Tym razem opowiadałam kropka w kropkę o tym co tam się działo, a ona słuchała, czasami o coś zapytała. Uśmiech nie schodził nam z twarzy. Tak minęło nam popołudnie. Wieczór przed telewizorem. Dobre komedie, horrory, popcorn, cola i chipsy. Spać poszłyśmy o północy. Praktycznie tak zleciał weekend. Rodzice wrócili bardzo późno nawet nie wiem dokładnie o której. Przed 23 ich jeszcze nie było.

- Wstawaj ! teraz już nie ma żartów. Idziesz do szkoły ! - jak zwykle tata urządził mi pobudkę. Dosłownie na śpiącku popatrzyłam na zegarek. 6:30, o rany już późno. Zerwałam się na równe nogi. Chociaż w sumie, nie było to dosłowne zerwanie się tylko coś w podobnie do ruchów leniwca wdrapującego się na drzewo. Podstawowe czynności w łazience. Schodzę na dół. Mama oczywiście od razu zapakowała mi cztery kanapki do torby, choć zawsze prosiłam o dwie. Jedną wręczyła mi do rąk, żebym, mogła zjeść w samochodzie, ponieważ po drodze do pracy tata podrzuci mnie pod szkołę. Łyk herbaty i jedziemy. Zasypiałam w aucie. Nie mogłam wygrać z zamykającymi się powiekami.
- Jesteśmy - potrząsnął mną tata. Przetarłam oczy, podziękowałam i wyszłam z pojazdu. Odzwyczaiłam się już od tego budynku. Pewnym krokiem idę przed siebie, błądząc wzrokiem po reszcie młodzieży. Mam dziwne wrażenie, że wszyscy się na mnie patrzą. Okej, nie ważne. Idę dalej. Co jakiś czas słyszę skierowane w moją stronę ''cześć, hej, siema''. Dziwne bo nigdy nie zwracało na mnie uwagi tyle ludzi. Zamyśliłam się i już nie zwracając uwagi na innych kierowałam się do klasy w której miała odbyć się matematyka. Już miałam otwierać do niej drzwi gdy ktoś złapał mnie za rękę. Była to Kaja, która najwyraźniej znalazła sobie już nową paczkę.
- Przespałaś się już z gwiazdeczką ? - zapytała wścibsko, a jej nowe psiapsióły tylko chichotały pod nosem.
- Yyy słucham ?! - zapytałam zdziwiona i nie od razu załapałam o co chodzi.
- To co słyszałaś - prychnęła i poszły. Dla tego tak dziwnie się zachowała w Niemczech. Przeraża mnie to jak bardzo zazdrości może zniszczyć człowieka. Kiwnęłam tylko bezwładnie ramionami i weszłam do klasy. Siedziała tam już Majka z Maćkiem. Jak zwykle spisywali zadania. Przywitałam się z nimi, usiadłam na swoim miejscu i rozpakowałam książki, niby już sie mieliśmy nie uczyć ale pani jak to pani jeszcze znalazła jakieś nie do końca przerobione tematy. Minęło pięć minut i zaczęli się schodzić wszyscy do klasy. Kolejne pięć i wszyscy już po dzwonku czekaliśmy na panią. Lekcje szybko zleciały. Jak zawsze po szkole poszliśmy na lody i wzajemnie się odprowadzaliśmy. W domu przywitała mnie ciocia. Byłam zdziwiona bo nie było moich rodziców, a mówili że będą na mnie czekać i pojedziemy do galerii.
- Cześć ciociu - przywitałam się z nią. Nie odpowiedziała. Miała minę jakby zobaczyła ducha.
- Co się stało ? - zaczęłam wypytywać, bo chciałam się jak najszybciej dowiedzieć o co chodzi.
- Bo.. bo... twój tata miał wypadek. Prawdopodobnie z jakiegoś powodu stracił przytomność gdy wracał z magazynów i zderzył się z innym samochodem. Jest w szpitalu. Nie mam pojęcia w jakim jest stanie. Mama jest tam przy nim. - powiedziała i czekała na moją reakcję. Że co proszę ? Nie, nie mogę w to uwierzyć. Mój tata ? Wypadek ? Zakuło mnie coś w sercu. Oczy zaszły mi łzami. Wszystko wirowała w okół mnie. Oparłam się o ścianę i modliłam żeby to był sen. Ale nie, to się działo na prawdę. Ciocia przytuliła mnie i prowadziła na sofę. Zaczęłam płakać. Nie wiem czy miałam powód czy to tylko jakieś niegroźne uszkodzenia ciała. Siedziałyśmy w objęciach, dość długi czas. Z transu wyrwał nas telefon. Ciocia poszła odebrać. Nie słyszę nic. Siedzę i patrzę się pusto przed siebie. Minęło kilka sekund. Podchodzi ciocia :
- Nic się poważnego nie stało. Twój tata za niedługo powinien być w domu. - oznajmiła. Aż mi ulżyło. Padłam na poduszki wypuszczając z siebie powietrze. Całe szczęście. Ogarnęłam się i pomogłam cioci robić obiad. Po czterech godzinach wrócili rodzice. Tata miał tylko kilka plastrów. Uściskałam go i zaprosiłam do stołu. Tata miał zakaz jeżdżenia samochodem do czasu kiedy lekarze dowiedzą się co było przyczyną utraty przytomności, czyli jakieś dwa tygodnie.

Szybko zleciał ten czas. Poza niecierpliwym czekaniem na wyniki, chodzeniem do szkoły i pisaniem co dziennie jakichś testów, które potem miały pomóc nam wybrać odpowiednią szkołę, nic się nie działo. Poniedziałek dwa tygodnie później. Godzina 15:00 przyszły wyniki. Mama bała się je otworzyć więc poprosiła o to mnie. Otworzyłam kopertę i zaczęłam czytać. Okazało się że tata stracił przytomność przez...



_______________________________________________________
nom i jest dość długi 19 ;) wtrąciłam nowy wątek o tacie. mam nadzieję że się spodoba. + to nie koniec omdleń, tyle wam powiem. hehe.. komentujcie,oceniajcie,polecajcie innym i w ogóle ! jest to bardzo dla mnie ważne ! dziękuję za dotychczasowe opinie i wejśćia :* życzę miłego czytaniaa :d

piątek, 24 maja 2013

Rozdział 18

...Patrycji ? Co ona tu robi ? A gdzie się podziała Ula ? Może nie dała radę przyjść. Zdarza się przecież. Podeszłam do nich. Na szyję rzuciła mi się Justyna i Majka, reszta pomachała tylko ręką z uśmiechem.
Co tu robi Patrycja ? - wyszeptałam zdziwiona do Majki podczas uścisku.
- Aaaa bo jak ciebie nie było, to ona się chyba pokłóciła z Kają i jakoś zaczęła z nami siedzieć na przerwach, gadać i w ogóle. Kaja też na ciebie podobno ostro najeżdżała i o to głównie chyba poszło. - tłumaczy mi przyjaciółka. Okej, ale dziwnie. Przecież zawsze były takimi wielkimi przyjaciółkami. No cóż, różnie to bywa. Mam nadzieję, że nie będzie z tego jakichś problemów.
- Hej, co ty tak wcześniej jesteś ? - zagadała Patrycja gdy tylko weszłyśmy do altanki.
- Na pogrzeb pana Marka przyjechaliśmy - wytłumaczyłam i usiadłam na ławce obok Filipa i Majki. Siedziało nas tam siedmiu. Ja, Justyna, Majka, Patrycja, Filip, Jeremiasz i Maciek.
- No to opowiadaj jak tam było ? - przybliżył się do mnie blondyn (Filip) i objął mnie ramieniem. Poczułam się niezręcznie. Wydawało mi się jak bym zdradzała kogoś. Ale kogo ? Harrego ? Przecież nawet nie byliśmy razem. Jednak to poczucie było silniejsze, wysunęłam się z jego objęć i przesiadłam się na drugą ławeczkę, ku Majce i Maćku. Zrobił dziwną minę, bo przecież jeszcze dwa tygodnie temu wtuliłabym się w niego zadowolona.Justyna też była zaskoczona, jako jedyna wiedziała, że podoba, a raczej podobał mi się Filip, a ja jemu. Cóż, pozmieniało się dużo. Wracając do tematu. Uśmiechnęłam się jak gdyby nigdy nic i zaczęłam opowiadać wszystko, no prawie wszystko. Niektóre szczegóły pomijałam, np to że Harry u mnie spał. Nie warto wzbudzać zazdrości, bo wiem, że niektórym nie było by miło. I tu mam na myśli blondyna, który i tak już za pewne wiedział co się święci. Słuchali z wielkimi uśmiechami od czasu do czasu dopowiadając '' ale fajnie, ale czad'' i różne inny tego typu słówka. Minęło tak około 2 godzin. Pierwsza poszła nasza zakochana para, Majka i Maciek, potem Jeremiasz z Filipem, który wydawał się być zły. Zostałyśmy we trzy. Dziewczyny jeszcze poopowiadały mi jak tam w szkole, a mnie aż przetrzepało jak pomyślałam o tym że jutro sama się dowiem. Wybiła już 20:00. Poszłyśmy z Just odprowadzić Patrycję. Przedtem nie mogłam się przyzwyczaić do towarzystwa Stylesa, a teraz dziwnie się bez niego czułam. Miałam wrażenie, że to właśnie tu, w Warszawie spędzam wakacje i że za kilka dni z powrotem wrócę do tej piątki oszołomów. Bo w sumie wrócę ale nie za kilka tylko kilkanaście dni, półtora miesiąca, dwa miesiące ? Zobaczymy. Nie znam ich długo ale już zdążyłam pokochać, a jednego z nich szczególnie. Wróćmy do teraźniejszości, chociaż to jest teraźniejszość, ale nie o to chodzi. Więc już jestem sama, kilka minut i będę w domu. Nie lubię chodzić sama bo ciemnych ulicach. Nigdy nie wiadomo co wyskoczy zza rogu. Takie są już zalety miasta. Nigdy nie chciałam w nim mieszkać ale niestety najbliższa rodzina tutaj jest i nie ma opcji o wyprowadzce. Tyle dobrze że mamy jeszcze swój własny dom, a nie mieszkanko w bloku. Weszłam już do naszego ogródka i nagle przypomniałam sobie o Ulce. Ciekawe dla czego jej nie było ? Szkoda, ale jutro się na pewno w szkole zobaczymy.
- Gdzie ty byłaś ? - woła mama z kuchni nie odrywając się od ucierania masy do ciasta.
- Przywitać się ze znajomymi. Mówiłam, że wychodzę. - tak po prostu odpowiedziałam i poszłam do swojego pokoju. Jestem wykończona. Nie wiem czym, przecież nic takiego wyczerpującego nie robiłam. Przygotowałam szybko zeszyty na jutro do szkoły, wzięłam szybki prysznic i położyłam się spać, jednak sen nie przyszedł mi tak szybko jak myślałam. Wzięłam telefon do rąk i weszłam na Twittera. W oczy od razu rzucił mi się twitt Harrego '' I miss her .xx '' . Czyżby to o mnie chodziło ? Uśmiechnęłam się i stwierdziłam że odpowiem. Po chwili namysły napisałam '' she too x ''. Nie czekałam na odpowiedź z jego strony. Wyszłam z aplikacji, nastawiłam budzić na 6:00, odłożyłam telefon na stolik, wtuliłam się w poduszkę i usnęłam.




_____________________________________________________________________________
jest 18 ! :) krótki, wiem, postanowiłam, że inaczej niż planowałam podzielę akcję.
19, 20 i już w 21 będą WAKACJE ! :D
komentujcie, oceniajcie, polecajcie innym !! :D z góry dziękuję :*

sobota, 11 maja 2013

Rozdział 17

Tata budzi mnie o 8:00 rano i mówi, że wracamy do domu. Nie ucieszyłam się tak bardzo z tego powodu, ale może szybciej minie mi czas do wakacji. Wstałam, ogarnęłam się i zaczęłam się pakować. Godzina i jestem gotowa. Zeszłam z walizkami na dół. Wszyscy jak zwykle siedzieli przy stole. Dosiadłam się bo jakoś nikt nie krzepił się do innej czynności niż gadanie. Słuch mi się wyłączył. Sparłam się na rękach, wpatrzyłam w kwiatki na stole i myślałam o wakacjach. Gdy Harry mówił, że nie może się doczekać ja udawałam, że jest mi to obojętne i zupełnie mi się do tego nie śpieszy, ale było na odwrót. Pragnęłam tego najbardziej na świecie.
- Kornelia, haloo ! Kwiatki cię zachipnotyzowały czy jak ? - macha mi ręką przed oczami kuzyn.
- Co, co ? Jak ? Gdzie ? Niee ! Tak tylko zamyśliłam się - udawałam, że nic się nie stało. Posiedzieliśmy tak jeszcze z godzinę. Pogadaliśmy o wszystkim i o niczym.
- Nom to zbierajmy się, bo nigdy nie wyjedziemy - tata zarządził i wstaje od stołu.
- A tak właściwie to czemu wracamy dziś ? - opamiętałam się że przecież mieliśmy wyjeżdżać za 2 dzni dopiero.
- Znajomy miał wypadek, niestety nie wyszedł z niego żywy i trzeba iść na pogrzeb - odpowiedziała mama. Zdziwiłam się. Zrobiło mi się smutno jak zobaczyłam minę taty. Domyślam się, że był to bardzo bliski znajomy. Śmierć. To co wzmacnia każdego człowieka. Wzmacnia raniąc. Trudno żyjemy by potem umrzeć. Taki los człowieka. Ale nie teraz o tym. Wakacje ! Wakacje mi siedzą w głowie. Ja chce już wakacje ! Chce do Harrego ! Wytrzymam. Nie ma, że nie. Im dłużej będę czekać tym bardziej potem będę się cieszyć. Tak, nie myślmy na razie o tym. Pomyślmy o hm... o szkole. Wrócę, pewnie wszyscy będą już wiedzieć o tym, że osobiście poznałam One Direction i w ogóle. Znając życie albo będę miała milion fałszywych przyjaciółek koło siebie albo będą mi tak zazdrościć że aż nienawidzić. Ciekawe, ale już niebawem się dowiem.
- No to mam nadzieję, że przyjedziecie do nas w wakacje. Weźcie się zbierzcie to u nas teraz coś pozwiedzamy - zagadywał tata. Wujek zapewnił, że przyjadą. Oke, wyściskaliśmy się. Śmialiśmy się z byle czego. Przekżykiwanie na pożegnanie. Nie lubie pożegnań.
- To pisz jak tam z tym lokatym - ostatni raz uściskałam się z Sebkiem.
- No przecież, jak bym mogła ci nic nie mówić ?! - śmiech, walizki do rąk i idziemy do samochodu. Wsiadamy, odpalamy i oczywiście przy odjeździe tatuś musiał pokazać jaki ma donośny klakson. Machali nam my im. Dobra, już straciliśmy ich z oczów. Włożyłam słuchawki i rozłożyłam się na tylnym siedzeniu. Lubie tak jechać, a przed nami długa droga. Róźne klimaty w głośniczkach. Avici, JLS, The Black Eyed Peace, hous, electro, pop, rap, wszystkiego po trochu. Nie zabrakło One Direction. To przy ich piosenkach robi mi się ciepło na sercu i szeroki uśmiech pojawia się na twarzy. Co jakiś czas robiliśmy przystanki na stacjach. Jechaliśmy, jechaliśmy i jechaliśmy.
- Tatoo, daleko jeszcze ? - zapytałam znudzona już tą jazdą.
- Jeszcze z 3 godziny - odpowiedział po chwili namysłu. Ległam z powrotem. No to już nie tak dużo. Tego wyjazdu nie zapomne chyba do końca życia. Warto było pomylić drzwi. Warto było mieć rozwalone czoło. Ale się cieszę. Jestem już świadoma tego wszystkiego, ale dalej nie mogę się do tego przyzwyczaić. Dla czego akurat ja ? Ani ładna nie jestem, ani nic. Dobra coś musi być, że zwrócił na mnie szczególną uwagę. To teraz pozostaje się douczyć angielskiego, bo ciągłe chodzenie w tych słuchawkach nie jest przyjemne.
- Kornelia, obudź się jesteśmy - potrząsa mną mama.
- Co już ? Tak szybko ? - zdziwiłam się. Musiałam twardo usnąć. Wyszłam z samochodu, chwyciłam za telefon i wykręciłam numer do Justyny.
- Halo, Justyna ? - odezwałam się gdy usłyszałam dziwny głos.
- Nie ale już daję - to chyba jej brat.
- Halo ? Korek ! Hej, jak tam ? - ucieszyła się dość wyraźnie.
- Spotkamy się za godzine ? Wróciłam wcześniej - równie ucieszona zapytałam.
- Ale fajnie, na reszcie się zobaczymy ! To za godzinę w altance. Zadzwonie po resztę - potwierdziła i się rozłączyłyśmy. Chwyciłam za walizki i pobiegłam do domu rozpakować się i przygotować na spotkanie. Godzina minęła szybko. Wbiegłam jeszcze na górę żeby powiedzieć rodzicom, że wychodzę. Porwałam jeszcze szybko wielką paczkę żelek i wybiegłam z domu. W 10 minut dotarłam na miejsce, gdzie zdziwił mnie widok...



_____________________________________________________________________________
no dodałam he. Chyba jest ok, ale nie wiem, wy oceńcie. No to zaczyna się rozkręcać ^^ dziękuję za wejścia, komentarze (nie wiele bo nie wiele ale zawsze coś) to życzę miłego czytania dalszych rozdziałówi w ogóle myśle że się podobają. Komentujcie,oceniajcie,polecajcie innym :*

środa, 8 maja 2013

Rozdział 16

O 7:00 obudził mnie budzik. Tak strasznie nie chciało mi się wstawać. W domu było zbyt cicho na to żeby ktokolwiek wstał, czyli że wszyscy jeszcze śpią. Przestawiłam budzik na 8:30, ale pewnie i tak zaraz mnie ktoś obudzi. No i nie pomyliłam się. 8:00 do pokoju weszła mama i kazała mi się zbierać bo śniadanie i jedziemy do HP. Zgramoliłam się jakoś z łóżka. Wyciągnęłam z szafy moje ulubione rurki, zieloną koszulke, bielizne i poszłam do łazienki się przygotować. Zimna woda dobrze robi rano. Pobudza wszystkie komórki do pracy i aż chce się żyć. Włosy spięłam w nieogarniętego koka, umyłam zęby, popatrzyłam się ostatni raz do lustra, szeroki uśmiech do najszczęśliwszej dziewczyny (mnie w lustrze) i na dół na śniadanie.
- Dzień doobry - zadowolona weszłam do salonu gdzie wszyscy już siedzieli przy stole i zajadali się jejecznicą. Nikt nie odpowiedział. Pokiwali tylko głowami nie odrywając się od jedzenia. Usiadłam między tatą a Sebastianem, wzięłam talerz i nałożyłam sobie jajecznicy. Ciągle kogoś mi brakowało koło siebie. Zastanawiał się tylko kogo, ale nie mogłam skojarzyć, aż wreszcie zawibrował mi telefon w kieszeni. Dostałam sms-a od Harrego ! Tak ! To własnie jego mi brakuje. Znamy się już kilka dni i dużo ze sobą przebywaliśmy, a ja wciąż zapominam że go aż tak blisko znam. Trzeba sobie mózg naoliwić bo szwankuje. No cóż. Wracając do sms-a, otworzyłam go, włączyłam na tłumaczenie i automatycznie przestałam jeść. ''Hej :* mam nadzieję że Cię nie obudziłem. Masz pozdrowienia od chłopaków. Zaraz mamy wywiad, potem zdjęcia i koncert, więc pewnie nie będę się odzywać aż do wieczora ;(( Chciałbym się z tobą jeszcze spotkać przed wyjazdem do Włoch ale to niestety nie możliwe. Che już wakacje. Tęsknie xxxxx'', tak brzmiała wiadomość. Uśmiechnęłam się do telefonu i chwile patrząc w ekranik zdecydowałam się w końcu odpisać : ''hej, nie obudziłeś mnie. hehe dziękuję :* nic nie szkodzi, nie przejmuj się tak mną, przeżyje bez kilku smsów od Ciebie. Wystarczy mi świadomość, że myślisz o mnie :p Nie jest źle, nie przesadzaj. Zobaczymy się JUŻ przez wakacje. A teraz skupiaj się tam nad One Direction. Powodzenia i udanego dnia, z resztą u was każdy dzień jest udany. xo''. Tłumacz i wyślij. Uśmiech nie schodził mi z twarzy. Wsunęłam telefon z powrotem do kieszeni i zaczęłam jeść resztki śniadania.
- Co ? Kochaś napisał ? - zapytał wyśmiewczo Sebek.
- Tak ! I co zazdrościsz, że do ciebie nikt nie pisze ? - pokazałam mu język, zaśmiałam się i wstałam odnieść talerze. Była moja kolej więc musiałam je jeszcze pozmywć. Szybko w sumie poszło. Poszłam na górę, ledwo włączyłam laptopa kiedy :
- Kornelia zbieraj się jedziemy ! - woła mama z przedpokoju. Eh, wstałam, ubrałam trampki i zeszłam na dół. Wszyscy byli gotowi prócz Kamila i Michała, którzy nie jadą. Zapakowaliśmy się do auta i pojechaliśmy. Długo się jechało. Tata siedział z wujkiem z przodu, mama z ciocią w środku, a my z Sebkiem w samym tyle. Dyskutowaliśmy na rozmaite tematy, śmialiśmy się ze wszystkiego praktycznie. Strasznie lubie się z nim wygłupiać. No, na reszcie dojechaliśmy. Los chciał, że kolejka po bilety była krótka. Genialnie tam jest ! Kolejki, karuzele i różne inne. Byliśmy z kuzynem prawie na wszystkich. Niesamowita zabawa. Na pewno tam jeszcze kiedyś pojadę. Do domu wróciliśmy koło 10:15. Byłam tak zmęczona że ledwie wzięłam szybki prysznic, wskoczyłam w piżamę i w okamgnieniu usnęłam.



_______________________________________________________________________
krótki bo krótki. nie będe się teraz rozpisywać bo za bardzo nie mam o czym, dopiero jak Kornelia pojedzie na wakacje zaczną się długie rozdziały :) a to już niebawem :p pozdrawiam, komentujcie, oceniajcie, polecajcie innym ! bardzo ważna jest dla mnie wasza opinia :) i dziękuję za te kilka komentrzy :*

piątek, 3 maja 2013

Rozdział 15

...Harry chwycił mnie za rękę, przyciągnął ku sobie i pocałował. Delikatnie, z wielkim uczuciem. To było niesamowite, rozpłynęłam się na siedzeniu. Miałam ochotę pogłębić ten pocałunek, żeby nigdy się nie skończył, ale nie, jeszcze nie czas. Odsunęłam się od niego i z lekkim uśmieszkiem powiedziałam - nie. - Puścił moją rękę i uśmiechnięty odpowiedział - nie szkodzi, ja poczekam. A to na przypieczętowanie znajomości i pożegnanie. - Serce biło mi jak szalone. Nie wiedziałam co robić. Wyjść z auta czy zostać ? Wyjść czy zostać ? Wyjdę, tak, wychodzę. Zanim zamknęłam drzwi nachyliłam się jeszcze do środka. - no to widzimy się przez wakacje ?! - On posmutniał, ja się uśmiechałam. - Dopiero przez wakacje - rzucił smutnie, a ja na to - JUŻ przez wakacje. Powodzenia na koncertach. Pozdrów chłopaków. I jeszcze raz dzięki za te chwile spędzone razem. Ciesze się że cię poznałam. - No nareszcie, rozpromieniał ! - To ja dziękuję. Trzymaj się. Pamiętaj o mnie dobrze ? - Zaśmiałam się - Mam słabą pamięć.. - chwila ciszy i udawanego smutku - ale o tobie na pewno nie zapomnę. Paa i pamiętaj na przyszłość żeby powoli otwierać drzwi - Zaśmialiśmy się po czym zamknęłam drzwi i pomachałam mu. Odjeżdżając mrugnął światłami. Stałam jeszcze tak chwile zanim znikł mi z oczu. To na prawdę moje życie ?! Myślałam że będę skakać z radości. Byłam tak szczęśliwa. Jedyne co mnie przygnębiało to, to że zobaczę tego chłopaka dopiero przez wakacje. Ale przecież to tylko około półtora miesiąca ! Szybko zleci. Odwróciłam się i ruszyłam do domu. Wsadziłam klucz do zamka. Już miałam przekręcać gdy drzwi się otworzyły. Dziwne, zawsze są zamknięte. Pewnym krokiem przekroczyłam próg i udałam się do salonu gdzie wszyscy siedzieli. Zawzięcie o czymś dyskutowali, nie wiem o czym bo przekrzykiwali się jak to zawsze w takich sytuacjach i nic nie szło zrozumieć. Przywitałam się, siadłam obok Sebastiana który grał na konsoli i zwinęłam słuchawki (te tłumaczące) do kieszeni bluzy. - Grasz ze mną ? - zagadał kuzyn na co ja - no pewnie i tak nie ma nic ciekawszego do roboty. - Podpiął mnie, poszperał w ustawieniach i graliśmy w gre, która polegała na chodzeniu człowieczkami, zdobywaniu jak najwięcej diamentów i zabijaniu różnych, dziwnych stworzeń. Nie szło mi za dobrze. Cały czas myślałam o Harrym. Wyobrażałam sobie nasze spotkania przez wakacje. Tak bardzo w tej chwili pragnęłam jego spojrzenia, głosu, zapachu, dotyku. - Ej, bo cie zabiją za chwile ! - krzyknął Sebek i zabrzmiał charakterystyczny dźwięk oznaczający koniec gry. - Eeeee, zepsułaś ! - udawał złego ale zaraz zaczął się śmiać. - Oj taam, raz możemy przegrać - machnęłam ręką i odłożyłam dżojstika. Zachciało mi się spać. Coo ? Tak wczas ? Popatrzyłam na zegarek. Nie, jednak nie wczas, 22:45. Już miałam wstawać kiedy ciocia zapytała - Co dziś robiłaś ? Słyszałam że ten piosenkarz był u ciebie - uwaga wszystkich skupiła się na mnie. O rany, jak ja nie lubie takich sytuacji. No ale cóż - taak, zdziwiłam się bardzo jak przyjechał. Chciał mnie wziąć do Haid Parku. Nie chciałam z początku ale potem Sebastian powiedział że zaprasza kolegów i że będzie mi się nudziło. To stwierdziłam ostatecznie że pojadę z nim. Najpierw byliśmy na obiedzie, potem mieliśmy jechać do tego parku ale chłopaki grali jakiś koncert i musieliśmy wracać. Chciałam jechać już do domu, ale Harry uparł się że weźmie mnie do nich. Posiedziałam tam troche, posłuchałam ich, pogadałam i odwiózł mnie z powrotem - streszczałam jak tylko mogłam. Chciałam iść już spać. Sebek zaczął się śmiać. Zaraz zorientowałam się o co chodzi. Tak, nie powiedziałam im że Harry u mnie spał. Wole nie. Potem by było wielkie dochodzenie, przeżywanie co myśmy mogli robić. - Ooo to ten chłopak chyba cię polubił i to tak strasznie - zrobiłam się czerwona, przy najmniej tak mi się wydawało. Zaśmiałam się i wstałam. - Ide się położyć jestem zmęczona - zrobiłam krok i wujek zatrzymał mnie na chwile - namyśl się co chcesz jutro robić. - Oo, nie mam pojęcia. Nie mam nawet siły myśleć no ale co poradzę, od kąd przyjechałam tutaj nie spędziłam z nimi więcej czasu niż tylko przy posiłkach. Powiedziała tylko krótkie - okej. Dobranoc - i udałam się na górę do łazienki. Szybki prysznic, wskoczyłam w piżamę, udałam się jeszcze do spiżarki po butelkę wody i potem już do pokoju. Kilka łyków i do miękkiego łóżka. Nie mogłam usnąć przez dobre półtorej godziny. Cały czas myślałam o Harrym. Nie mogę doczekać się już wakacji. Dobra, czas spać bo jutro wymyśliłam że pojedziemy do tego Haid Parku i muszę być wypoczęta. Obracam się z boku na bok. Nie, dalej nie mogę spać. Wzięłam telefon do ręki, wyszukałam numer do loczka i napisałam mu smsa 'Już tęsknie. Dobranoc owieczko, chociaż pewnie i tak wybierasz się teraz na jakąś impreze. :*' Wahałam się czy to wysłać czy nie. Jak już stwierdziłam że wyśle przetłumaczyłam na angielski i wcisnęłam zieloną strzałeczkę. Poszło. Zrobiło mi się gorąco, Zrzuciłam z siebie kołdrę. Nie czekałam na odpowiedź bo wiedziałam że nie odpisze teraz, ale się myliłam, odpisał i to bardzo szybko 'też tęsknie kochana. Masz racje nie będę teraz spać. Idziemy z chłopakami do klubu. Szkoda że nie ma Cię z nami :( Kolorowych snów maleńka xxxx'. Uśmiechnęłam się do siebie, wtuliłam w podusze i na reszcie usnęłam.


_________________________________________________________________
nom to troche sobie poczekaliście. Jakoś nie miałam zbytnio czasu ani weny. Starałam się żeby to (jak w komentarzu pod poprzednim wpisem) miało ręce i nogi. Mam nadzieje że się udało. Komentujcie, oceniajcie, polecajcie innym, pliiss :* he pozdraawiam :)