Pobudka 6:00.
- Kornelia wstawaj ! Dość tego dobrego. Zbieraj się to cię podwiozę do tej szkoły. - wpada tata to pokoju i zdziera ze mnie kołudrę.
- Zaaraaz, a muszę w ogóle iść ? Piątek jest, ostatni dzień, normalnie jakbyśmy wrócili to nie byłoby mnie też dziś. - przykrywam się z powrotem, tym razem po same oczy.
- Wstawaj, nawet byś nie miała z kim zostać w domu, bo my z mamą jedziemy na ten pogrzeb, jest jednak dziś, a potem jedziemy z towarem. A właśnie. Nie będzie nas do niedzieli. Koło 14 przyjedzie tu do ciebie ciotka Anka i będzie z tobą do naszego przyjazdu. - oznajmił siedzący na kraju łóżka tata. Nie powiem zdziwiona byłam. Jak zwykle dowiaduję się w ostatniej chwili. Ale co na to poradzę ? Nic, no właśnie.
- Przecież nie mam pięciu lat żebym nie mogła sama w domu zostać kilka godzin. Umiem już o siebie zadbać tato. W szkole i tak teraz pewnie nic nie robią. Oceny już dawno wystawione. - przewróciłam się na plecy i usiłowałam udobruchać siedzącego obok czterdziestolatka.
- Dobrze nie chodź już do tej szkoły dziś. Ale masz siedzieć w domu i nikogo nie spraszać. My za godzinę wychodzimy. To śpij jeszcze. - poczochrał mnie i wyszedł. Uff, udało się. Zawinęłam się w kłębek i usnęłam.
- Kornelia, Kornelia, wstawaj, obiad. - otworzyłam oczy i zobaczyłam stojącą nade mną ciocię.
- Oo, cześć ciociu. Obiad ? Która jest godzina ? - popatrzyłam się na zegarek. Była już 15 ! Ale sobie pospałam. Ale co tam dość się jeszcze wczas nawstaje. Ciocia wyszła z pokoju. Przeciągnęłam się kilka razy i hop. Wstałam na równe nogi. Wyciągnęłam z szafki dresy, jakąś koszulke, bieliznę i poszłam do łazienki. Zimna woda dobrze działa na rozespany organizm. Włosy w kok i gotowe. Zeszłam na dół i od razu skierowałam się do kuchni. Obiad był już na stole, ziemniaczki, jakaś surówka i kotleciki z kurczaka. Lubię dania cioci, są smakiem zbliżone do tych z restauracji, a są dużo zdrowsze. Zjadłyśmy, porozmawiałyśmy. Oczywiście i do niej już dotarło co przydarzyło mi się w Niemczech. Kazała opowiadać ze szczegółami. Mam do niej duże zaufanie i w ogóle traktuję ją jak najlepszą przyjaciółkę. Dogadujemy się wręcz idealnie. Ona zwierza się mi, a ja jej. Nie szczędziłam niczego. Tym razem opowiadałam kropka w kropkę o tym co tam się działo, a ona słuchała, czasami o coś zapytała. Uśmiech nie schodził nam z twarzy. Tak minęło nam popołudnie. Wieczór przed telewizorem. Dobre komedie, horrory, popcorn, cola i chipsy. Spać poszłyśmy o północy. Praktycznie tak zleciał weekend. Rodzice wrócili bardzo późno nawet nie wiem dokładnie o której. Przed 23 ich jeszcze nie było.
- Wstawaj ! teraz już nie ma żartów. Idziesz do szkoły ! - jak zwykle tata urządził mi pobudkę. Dosłownie na śpiącku popatrzyłam na zegarek. 6:30, o rany już późno. Zerwałam się na równe nogi. Chociaż w sumie, nie było to dosłowne zerwanie się tylko coś w podobnie do ruchów leniwca wdrapującego się na drzewo. Podstawowe czynności w łazience. Schodzę na dół. Mama oczywiście od razu zapakowała mi cztery kanapki do torby, choć zawsze prosiłam o dwie. Jedną wręczyła mi do rąk, żebym, mogła zjeść w samochodzie, ponieważ po drodze do pracy tata podrzuci mnie pod szkołę. Łyk herbaty i jedziemy. Zasypiałam w aucie. Nie mogłam wygrać z zamykającymi się powiekami.
- Jesteśmy - potrząsnął mną tata. Przetarłam oczy, podziękowałam i wyszłam z pojazdu. Odzwyczaiłam się już od tego budynku. Pewnym krokiem idę przed siebie, błądząc wzrokiem po reszcie młodzieży. Mam dziwne wrażenie, że wszyscy się na mnie patrzą. Okej, nie ważne. Idę dalej. Co jakiś czas słyszę skierowane w moją stronę ''cześć, hej, siema''. Dziwne bo nigdy nie zwracało na mnie uwagi tyle ludzi. Zamyśliłam się i już nie zwracając uwagi na innych kierowałam się do klasy w której miała odbyć się matematyka. Już miałam otwierać do niej drzwi gdy ktoś złapał mnie za rękę. Była to Kaja, która najwyraźniej znalazła sobie już nową paczkę.
- Przespałaś się już z gwiazdeczką ? - zapytała wścibsko, a jej nowe psiapsióły tylko chichotały pod nosem.
- Yyy słucham ?! - zapytałam zdziwiona i nie od razu załapałam o co chodzi.
- To co słyszałaś - prychnęła i poszły. Dla tego tak dziwnie się zachowała w Niemczech. Przeraża mnie to jak bardzo zazdrości może zniszczyć człowieka. Kiwnęłam tylko bezwładnie ramionami i weszłam do klasy. Siedziała tam już Majka z Maćkiem. Jak zwykle spisywali zadania. Przywitałam się z nimi, usiadłam na swoim miejscu i rozpakowałam książki, niby już sie mieliśmy nie uczyć ale pani jak to pani jeszcze znalazła jakieś nie do końca przerobione tematy. Minęło pięć minut i zaczęli się schodzić wszyscy do klasy. Kolejne pięć i wszyscy już po dzwonku czekaliśmy na panią. Lekcje szybko zleciały. Jak zawsze po szkole poszliśmy na lody i wzajemnie się odprowadzaliśmy. W domu przywitała mnie ciocia. Byłam zdziwiona bo nie było moich rodziców, a mówili że będą na mnie czekać i pojedziemy do galerii.
- Cześć ciociu - przywitałam się z nią. Nie odpowiedziała. Miała minę jakby zobaczyła ducha.
- Co się stało ? - zaczęłam wypytywać, bo chciałam się jak najszybciej dowiedzieć o co chodzi.
- Bo.. bo... twój tata miał wypadek. Prawdopodobnie z jakiegoś powodu stracił przytomność gdy wracał z magazynów i zderzył się z innym samochodem. Jest w szpitalu. Nie mam pojęcia w jakim jest stanie. Mama jest tam przy nim. - powiedziała i czekała na moją reakcję. Że co proszę ? Nie, nie mogę w to uwierzyć. Mój tata ? Wypadek ? Zakuło mnie coś w sercu. Oczy zaszły mi łzami. Wszystko wirowała w okół mnie. Oparłam się o ścianę i modliłam żeby to był sen. Ale nie, to się działo na prawdę. Ciocia przytuliła mnie i prowadziła na sofę. Zaczęłam płakać. Nie wiem czy miałam powód czy to tylko jakieś niegroźne uszkodzenia ciała. Siedziałyśmy w objęciach, dość długi czas. Z transu wyrwał nas telefon. Ciocia poszła odebrać. Nie słyszę nic. Siedzę i patrzę się pusto przed siebie. Minęło kilka sekund. Podchodzi ciocia :
- Nic się poważnego nie stało. Twój tata za niedługo powinien być w domu. - oznajmiła. Aż mi ulżyło. Padłam na poduszki wypuszczając z siebie powietrze. Całe szczęście. Ogarnęłam się i pomogłam cioci robić obiad. Po czterech godzinach wrócili rodzice. Tata miał tylko kilka plastrów. Uściskałam go i zaprosiłam do stołu. Tata miał zakaz jeżdżenia samochodem do czasu kiedy lekarze dowiedzą się co było przyczyną utraty przytomności, czyli jakieś dwa tygodnie.
Szybko zleciał ten czas. Poza niecierpliwym czekaniem na wyniki, chodzeniem do szkoły i pisaniem co dziennie jakichś testów, które potem miały pomóc nam wybrać odpowiednią szkołę, nic się nie działo. Poniedziałek dwa tygodnie później. Godzina 15:00 przyszły wyniki. Mama bała się je otworzyć więc poprosiła o to mnie. Otworzyłam kopertę i zaczęłam czytać. Okazało się że tata stracił przytomność przez...
_______________________________________________________
nom i jest dość długi 19 ;) wtrąciłam nowy wątek o tacie. mam nadzieję że się spodoba. + to nie koniec omdleń, tyle wam powiem. hehe.. komentujcie,oceniajcie,polecajcie innym i w ogóle ! jest to bardzo dla mnie ważne ! dziękuję za dotychczasowe opinie i wejśćia :* życzę miłego czytaniaa :d
Dobry rozdział, wciagajacy ; d
OdpowiedzUsuńoby wiecej takich < 3