Zjadłam pierwsza i z szerokim uśmiechem wpatrywałam się w siedzącego naprzeciwko chłopaka, który kończył swoje danie, prawdopodobnie były to krewetki w jakimś sosie, sałatka z jakimś serem topionym i czymś czego nazwy nie znam. Skończył. Odłożyliśmy talerze na bok i szklanki po coli. Chwila ciszy. Postanowiłam ją przerwać - nom to co byłam grzeczna ? - zapytałam pewne siebie. Podrapał się po brodzie, popatrzył w sufit i zrobił zamyśloną minę. Po chwili udawanego namysłu stwierdził - nie, nie pozwoliłaś mi się zachowywać jak dżentelmen. Ale i tak biorę cię do tego parku. - Zerwaliśmy się na równe nogi. Poszedł płacić, a ja udałam się ku wyjściu. Zaczepiła mnie jakaś dziewczyna. Mówiła po niemiecku, tłumacz w słuchawkach cały czas powtarzał 'nie znam takiego słowa,nie znam takiego słowa'. Mogłam tylko wywnioskować że komplementów od niej to ja na pewno nie słyszę. Kręciłam przerażona głową. Zaczęłam się śmiać gdy Harry stanął za tą dziewczyną i zrobił dziwną. Ona się odwróciła i dosłownie rzuciła mu się na szyje. Wyciągnęła telefon i zaczęła nagrywać. Nie będę przecież zazdrosna, bo o co ? Śmiałam się z jego przerażonej miny i bezsilności. Mówiła coś non stop, ale ani ja ani on nie rozumieliśmy nic. Wyciągnął z kieszeni czarny pisak, ona automatycznie wystawiła mu swoją rękę. Na jego twarzy zawidniało zdziwienie, a nawet można by powiedzieć że złość. Machnął ręką i podpisał się niestarannie na ręce fanki. Ona zaczęła piszczeć jak opętana. Odsunął się od niej, objął mnie w pasie i prowadził ku drzwiom. Szarpała go za koszulę ale jego to jakoś zbytnio nie ruszało więc dziewczyna odpuściła i wróciła do środka. Patrzyłam na niego pytającym wzrokiem. - Nie lubie takich fanek. To znaczy kocham je wszystkie, ale niektóre, na przykład ta, mocno przesadzają. Podpisać się ? Na ręce ? Nie, to jest dziwne - odezwał się zgadując o co chciałam zapytać. Samochód już na nas czekał. Stanęliśmy przed nim. Nikt z nas jakoś nie szarpał się do tego żeby otworzyć drzwi. - Teraz możesz mi drzwi otworzyć - zaśmiałam się i udałam damę pierwszego stopnia. Hazza pokazał bialutkie zęby i otworzył drzwi. Weszłam pierwsza, potem on. Już miał coś do mnie mówić, ale zadzwonił mu telefon. Prawdopodobnie dzwonił Niall. Jego akcent jest jego cechą charakterystyczną. Długo nie czekałam na potwierdzenie. - Dzwonił Niall i powiedział że za dwie godziny gramy mini koncert - oznajmił z rozczarowaniem i nachylił się ku kierowcy powiedzieć o zmianie planów. Zdziwiłam się, bo nie wymienił mojego adresu. Stwierdziłam, że zapytam co jest grane - odwieziecie mnie do domu czy mam wracać pieszo ? - na to drugie na pewno by nie pozwolił, a z resztą nawet bym się nie zgodziła. Przecież bym się zgubiła. - Jak do domu. Obiecałem, że się tobą zajmę i dotrzymam słowa. A nawet jakbym nie obiecywał to bym cię nie odwiózł. Każda chwila z tobą to jak złoto, a poza tym chłopaki cię też polubili - zaśmiał się i runął na siedzenie. Teraz mogę się zgodzić ze wszystkimi że Harry to wielki podrywacz. Po raz pierwszy rozmowa się nam nie kleiła. Postanowiłam że zaproponuje granie w grę Liama. Nie było sprzeciwu. Włączył ją i graliśmy. Śmialiśmy się z każdego wykonanego ruchu. Niecałe półtorej godziny szybko minęło. Dojechaliśmy pod duży hotel gdzie nocował zespół i miał się odbyć koncert jak się okazało na rzecz dzieci z sierocińca. Ochroniarze prowadzili nas do tylnego wejścia, a potem do pokoju w którym wszyscy na nas czekali. Gdy do niego weszliśmy Lou i Liam rzucili się na mnie jak lwy na antylopę. Byli strasznie weseli. Długo nie musiałam się zastanawiać z jakiego powodu - Zayn im ziółek do herbaty podrzucił. Nie przejmuj się zaraz im przejdzie - usprawiedliwił przyjaciół Niall. Obydwaj próbowali się złościć ale im nie wychodziło i śmiali się jak opętani, a my z nich. - I oni mają zaraz wyjść na scenę i śpiewać - zapytałam i popatrzyłam na Harrego żeby im przetłumaczył. Zayn kład się ze śmiechu z przyjaciół i wyjąkał - jeszcze ich dziesięć minut będzie trzymało - i śmiech. Są jeszcze bardziej zakręceni niż jak do tej pory słyszałam. Siadłam gdzieś na boku z Harrym i przyglądałam się całemu temu cyrkowi. Jak chłopakom już przeszło to był jeszcze większy polew. Darli się na Zayna, rzucali w niego poduszkami i co im tylko w ręce wpadło. To było jeszcze śmieszniejsze. Po chwili przyszedł menadżer i zabrał nas na mini scenę w holu, to znaczy chłopaków ja stałam za zasłonami. Ich piosenki, głosy wprawiały mnie w trans. Wyłącza mi się myślenie. Słysze tylko ich życiowe teksty. Kilka piosenek zaśpiewali. Chwile jeszcze rozmawiali z dziećmi , tłumacz pomijał niektóre słowa bo nie nadarzał tłumaczyć im z angielskiego na niemiecki. Pożegnali się, zbiegli z podestu i ruszyli w moją stronę. Kilka słów zamieniłam z gwiazdami i zadzwonił mi telefon. Dzwonił tata, pytał gdzie jestem i kazał mi szybko wracać do domu. Harry oczywiście że mnie odwiezie, to okej. Pożegnałam się i pojechaliśmy. Śpiewaliśmy, a może lepiej mówiąc wyliśmy ich piosenki. Dużo śmiechu. Ale musieliśmy się tamować bo loczek tym razem prowadził. Dojechaliśmy. Podziękowałam i już miałam wysiadać gdy...
_______________________________________________________________________
i jest druga część ;) mam nadzieję że się podoba. licze na opinie/komentarze :*
wtorek, 23 kwietnia 2013
poniedziałek, 22 kwietnia 2013
Rozdział 14 cz.1
...podobno najlepszej restauracji w Niemczech, a potem jak będziesz grzeczna to wezmę cię do Heide Parku.- Oo, zabrzmiało ciekawie, ale przecież nie będę na nim pasożytować. - Ale za to co zjem płacę sama - zaprotestowałam, a on automatycznie - nie ma takiej opcji moja droga. Idź się przebrać bo czeka nas dość długa droga. - Próbowałam nie ulegać ale jakoś mi nie szło. Wstałam niby obrażona z jego kolan i poszłam do łazienki się przygotować do wyjazdu. Po 30 minutach byłam gotowa. Weszłam do swojego pokoju, był pusty. Wzięłam ze szafy grubą bluzę, bo nie było zbyt ciepło i zeszłam na dół. Harry i kuzyn o czymś dyskutują. Nie wiedziałam że Sebek umie tak biegle mówić po angielsku. Oznajmiłam, że jestem gotowa. Mój opiekun na dziś wykonał jeden telefon i po kilku minutach podjechał czarny range rover. Pożegnaliśmy się z blondynem (moim kuzynem) i wyszliśmy z domu. Samochód wyglądał jeszcze lepiej niż zza szyby. Otworzył mi drzwi. Weszłam i on zaraz za mną. Ruszyliśmy. Z przodu siedziało dwóch gości, chyba tych z którymi przyjechał. Patrzyłam przez szybę. Nie mogłam jakoś uwierzyć, że jadę jednym samochodem z wielką gwiazdą, Harrym Stylesem, który jak dla mnie w tej chwili był normalnym chłopakiem starającym się o względy dziewczyny. - Hej, o czym tak myślisz - wybudził mnie z transu. - Co ? Ja ? A nie o niczym konkretnym, w sumie. Myślę jaka jestem w tej chwili szczęśliwa - uśmiechnęłam się najmilej jak mogłam. - To ciekaw jestem jaka będziesz gdy powiesz 'tak'. Ja byłbym w tedy najszczęśliwszym chłopakiem na świecie i robiłbym wszystko żebyś ty była najszczęśliwszą dziewczyną. - Patrzył się na mnie z takim wielkim uczuciem, bo nie wiem jak to inaczej nazwać. Dołeczki w jego policzkach i zielone, szklące się oczy doprowadzały mnie do szału. Miałam w tedy wielką ochotę, rzucić mu się na szyję i całować z taką namiętnością na jaką mnie tylko stać, wykrzyczeć to przeklęte 'tak'. Ale nie, musze poczekać. Musze wytrwać jeszcze jakiś czas. Musze dowiedzieć się czy to co mówi jest prawdą, czy jego uczucia są prawdziwe, szczere, trwałe, poważne czy tylko jestem kolejną panienką do zabawy. Przed nami jeszcze jakaś godzina jazdy, jak nie więcej. Samochód wyposażony był w malutki telewizorek. Włączyliśmy jakąś grę w którą wcześniej grał Liam. Bieganie, strzelanie, lubię takie. Śmialiśmy się przy tym dużo. Czas mijał i mijał, aż w końcu dojechaliśmy. Wyszliśmy z pojazdu. Przeleciał mnie dreszcz. Duża, pięknie wyglądająca restauracja. W około pełno kwiatów. Schowałam ręce do kieszeń, Harry zrobił zaraz to samo i pewnym krokiem ruszył do wejścia. Uśmiechnęłam się do siebie i poszłam za nim. Kolejny raz otworzył mi drzwi i wpuścił pierwszą. Ale tam pachniało. Zapachy różnych potraw mieszały się ze sobą tworząc idealną kompozycję. Nie było w niej dużo gości. Może dla tego że są dni robocze i większość ludzi pracuje, a nie siedzi po restauracjach. Mniejsza o to. Hazza zamknął za nami drzwi, chwycił mnie za ręke i prowadził do stolika, który najwyraźniej był już dla nas zarezerwowany. Już miał podsuwać mi krzesło - nie słódź mi tyle to po pierwsze, a po drugie dam sobie radę. - uśmiechnęłam się i usiadłam bez jego pomocy. Zdezorientował się troche, ale zaraz po tym siadł na przeciwko mnie. Dziwnie się czułam. Przecież to nie była randka, chyba ?! A co jeśli on właśnie brał to za nią ? Zrobiło mi się gorąco na myśl o tym. Pomedytowaliśmy troche nad menu. Ktoś pomyślał bo było też tłumaczenie na Polski. Podszedł kelner. Wybrałam pierwszy lepszy zestaw. Frytki, kurczak i jakieś sałatki które polecił pan w białej marynarce (kelner). Loczek przepowiedział jakąś nazwę dania, nie mam pojęcia co to. - Bierzemy wino ? - zapytał z szyderczym uśmiechem. - Ja dziękuję, ale ty jak chcesz to się nie krępuj - odpowiedziałam stanowczo. Zrezygnował z wina, poprosił o dwie cole. Kelner przeczytał jeszcze to co zanotował żeby się upewnić, gdy dostał potwierdzenie uśmiechnął się i odszedł. Między nami zapanowała cisza. Bawiłam się serwetką, a mój towarzysz przyglądał mi się jakby pierwszy raz widział na oczy człowieka. - No więc ? Opowiedz mi coś o sobie - zaczął w momencie, na co ja - nie umiem tak o sobie opowiadać, musisz mi powiedzieć co konkretnie chcesz wiedzieć. - Uśmiechy nie schodziły nam z twarzy. - To mam pomysł. Najpierw ja zadam ci pięć pytań potem ty mi, co ty na to ? - dobry pomysł - okej to dawaj pytania. - Chwile myślał, ale zaraz posypały się jak deszcz z nieba. Pytał głównie o dzieciństwo. O szkołę, rodzine, przyjaciół. Odpowiadałam najbardziej wyczerpująco jak tylko mogłam. Miałam teraz ja zadawać ale przynieśli nam to co zamówiliśmy. W ciszy zaczęliśmy pochłaniać te pyszności...
______________________________________________________________________
stwierdziłam że dodam w dwóch częściach. drugą dodam może wieczorem. nie mam teraz zbytnio czasu na pisanie. szkoła i te sprawy ;/
______________________________________________________________________
stwierdziłam że dodam w dwóch częściach. drugą dodam może wieczorem. nie mam teraz zbytnio czasu na pisanie. szkoła i te sprawy ;/
niedziela, 21 kwietnia 2013
!!
Przepraszam że nie ma jeszcze 14, ale jakoś nie miałam kiedy siąść i go napisać. Wynagrodzę wam to tym że będzie on dłuuugi, bo mam fajny pomysł :D nie gwarantuje jeszcze czy będzie on jutro czy po jutrze.. musicie uzbroić się w cierpliwość. pozdrawiam :*
czwartek, 18 kwietnia 2013
Rozdział 13
... Harry z bukietem róż. Sebek podśmiewywał się tylko. Nie miałam pojęcia co robić. Przecież on miał być w całkiem innym miejscu. Serce zaczęło mi bić jak przy każdym spotkaniu z nim. Przecież on przyszedł do mnie do domu, a tak właściwie do domu mojego wujka. Schowałam twarz w rękach. Hazza stał wyprostowany, bukiet pięknych, czerwono-białych róż trzymał przed sobą i szeroko się uśmiechał. Oglądnęłam się za niego i w aucie którym przyjechał siedziało dwóch kolesi, zapewne ochroniarzy i Louis, który gdy tylko zobaczył że się patrze pomachał do mnie. Dobra, Korek czas się ogarnąć, nie będziemy przecież tak stali. Uf, no to trzeba go zaprosić do środka. - Come on - wysiliłam się po angielsku. Wytarł buty o wycieraczkę i ucieszony wszedł do środka. Gdy zamykałam za nim drzwi zobaczyłam jak czarna mini limuzyna odjeżdża. No pięknie to wszystko zaplanowane, wiedziałam że nie przyszedł mi dać tylko kwiatów. Sebastian kiwnął głową żebym wzięła go na górę. Ale... Sama nie wiem. Sięgnęłam po słuchawki na półkę i założyłam je. Popatrzyłam na gościa i zauważyłam że on je już ma. Ee, to po co ja gadałam po angielsku ? Ruszyłam po schodach na górę i on zaraz za mną. Weszliśmy do mojego tymczasowego pokoju. - Weźmiesz już te róże ode mnie ? - zaczął loczek. Trzepnęłam się w głowę. Ale ze mnie głupek. Zaśmialiśmy się. Odebrałam od niego podarunek, wyciągnęłam uschnięte tulipany z wazonu i włożyłam nowe, piękne kwiaty. - Dziękuję - szeroko się uśmiechnęłam i wskazałam na łóżko. Tylko na nim mogliśmy siedzieć, bo nie było nic innego. Zaczęliśmy rozmawiać o różnych rzeczach. Strasznie nam się rozmowa kleiła. Zawsze o czymś zagadał. Zawsze wynalazł jakiś temat. Siedzieliśmy tak, śmiejąc się, opowiadając sobie różne historie, zadawając sobie głupie pytania, nie brakowało też chwil powagi. Godzina 00:30. Nie chciało mi się spać. Harremu też najwyraźniej nie śpieszyło się a powrót. - Nie musisz już wracać. Jutro przecież znowu gracie koncert i z tego co wiem to na drugim końcu Niemiec. - zaczęłam po chwili ciszy. - Koncert mamy przełożony na następny dzień. Chłopaki chcieli odpocząć i ja skorzystałem z okazji i pomyślałem, że troche z tobą pobędę. Przecież nie będziemy się widzieć dwa miesiące ? - wykręcił się i spoważniał. - Chciałabym żeby tylko dwa. - posmutniałam i siadłam po turecku. Nagle zachciało mi się spać. Oczy same mi się zamykały. - Spać ci się chce co maleńka ? - zapytał rozbawiony. Maleńka, o a co to nowe moje przezwisko ? - Nie.. Tak. Do 2 jeszcze okej, ale 3 to już za długo jak dla mnie - uśmiechnął się, wstał z jednego końca łóżka i podszedł do mnie. O nie. Chyba się przeliczyłam. Czasu tak ? A on już sobie nie wiadomo co wyobraża. Zrobiło mi się gorąco. Już myślałam że będe musiała dać mu w twarz i wywalić za drzwi ale nie. Chwycił mnie za ramiona, przyciągnął ku sobie, przytulił i w takiej pozycji legliśmy. Jak on cudownie pachniał. Jeszcze bardziej zachciało mi się spać. Odpłynęłam i nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Ale nie tak po prostu. Zasnęłam w ramionach Harrego, chłopaka w którym się chyba zakochałam.
Budzę się. Śniło mi się że przyszedł do mnie Styles z bukietem róż. Potem siedział ze mną bardzo długo. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się a potem usnęłam w jego ramionach. Rozespana, przeciągająca się szeroko się uśmiechnęłam do siebie. Fajny sen. Otwieram oczy, podnoszę się, a tu sen kolejny raz okazuje się być rzeczywistością. Nie wiem kiedy przyzwyczaję się do tego że to mnie Hazza wybrał. Siedzi na kraju łóżka z tacą ze śniadaniem. Tosty z dżemem truskawkowym i kakao. - Pierwszy raz dostaje śniadanie do łóżka - mniaam. Zielonooki cały czas się uśmiechał i patrzył jak pochłaniam tost po toście. - Sebastian pomógł mi przygotować i kazał przekazać, że dziś też jesteście sami w domu bo reszta za bardzo zabalowała i zostają do jutra. - Odłożyłam tackę, talerzyk i kubek na bok. Nie wiem co mną pokierowało ale siadłam Hazzie na kolanach i pocałowałam go w policzek. Chciał przekręcić głową żebym trafiła w usta ale mu się nie udało. Wtuliłam się w jego tors. Objął mnie i powiedział - Sebastian mówił też że zaprasza kolegów. Więc mam się tobą cały dzień zaopiekować. Nie ma że nie. Zabieram cię do...
_______________________________________________________________________
hehe postanowiałam że tak będę kończyć rozdziały, napięcie i te sprawy zawsze bardziej przyciągają :p komentujcie,oceniajcie,polecajcie innym :) dziekuję za te opinie do tej pory :* nie jest ich dużo, ale co poradzisz. wasze zdanie bardzo jest dla mnie ważne ! pozdrawiam i zapraszam do dalszego czytania :]
Budzę się. Śniło mi się że przyszedł do mnie Styles z bukietem róż. Potem siedział ze mną bardzo długo. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się a potem usnęłam w jego ramionach. Rozespana, przeciągająca się szeroko się uśmiechnęłam do siebie. Fajny sen. Otwieram oczy, podnoszę się, a tu sen kolejny raz okazuje się być rzeczywistością. Nie wiem kiedy przyzwyczaję się do tego że to mnie Hazza wybrał. Siedzi na kraju łóżka z tacą ze śniadaniem. Tosty z dżemem truskawkowym i kakao. - Pierwszy raz dostaje śniadanie do łóżka - mniaam. Zielonooki cały czas się uśmiechał i patrzył jak pochłaniam tost po toście. - Sebastian pomógł mi przygotować i kazał przekazać, że dziś też jesteście sami w domu bo reszta za bardzo zabalowała i zostają do jutra. - Odłożyłam tackę, talerzyk i kubek na bok. Nie wiem co mną pokierowało ale siadłam Hazzie na kolanach i pocałowałam go w policzek. Chciał przekręcić głową żebym trafiła w usta ale mu się nie udało. Wtuliłam się w jego tors. Objął mnie i powiedział - Sebastian mówił też że zaprasza kolegów. Więc mam się tobą cały dzień zaopiekować. Nie ma że nie. Zabieram cię do...
_______________________________________________________________________
hehe postanowiałam że tak będę kończyć rozdziały, napięcie i te sprawy zawsze bardziej przyciągają :p komentujcie,oceniajcie,polecajcie innym :) dziekuję za te opinie do tej pory :* nie jest ich dużo, ale co poradzisz. wasze zdanie bardzo jest dla mnie ważne ! pozdrawiam i zapraszam do dalszego czytania :]
środa, 17 kwietnia 2013
Rozdział 12
...sms. '' Wchodź szybko na Twittera, wysłałam ci link do wczorajszego wywiadu z One Direction ! Nie uwierzysz ! Harry na tym koncercie co byłyście podobno poznał jakąś dziewczynę. Ty mi mówiłaś, że wpadł na ciebie :D Ale przecież to raczej nie o tobie mówił, chyba no nie ? '' Była to wiadomość od Justyny. Ludzie, tak wczas. Ale co ? O rany, napisała coś o koncercie. Zgramoliłam się jakoś z łóżka po laptopa. Włączyłam go i wystukałam w wyszukiwarce 'Twitter', zalogowałam się i włączyłam ten link. Dałam na tłumaczenie. Mówią o trasie, fanach, piosenkach, nowym albumie. Nic specjalnego, już miałam wyłączać gdy prowadząca zapytała się - A co z waszym życiem prywatnym ? Z waszymi związkami ? Loui jesteś z Eleanor, Liam ty z Daniell, chociaż ostatnio chodziły plotki że zerwaliście, Zayn podobno zbliża się koniec związku z Perrie lub koniec z 1D ? - Hm, zaciekawiło mnie to. Rozbawieni chłopacy zaczęli jednocześnie dogadywać że to są bzdury i że nigdy się tak nie stanie. Gdy skończyli zapewniać, Zayn z całkowitą powagą powiedział - mamy problemy, ale to nie znaczy, że zaraz się musimy rozstać. Staramy się jak najlepiej pokonywać wszystkie przeciwności. A co do odejścia z 1D ? To jest niemożliwe. Ten zespół jest całym moim życiem, nie wspominając już o tych czterech przystojniakach - zaśmiali się wszyscy. Prowadząca skomentowała to krótkim uśmiechem wypytując dalej - a ty Harry ? Po porażce z Taylor jak się pozbierałeś ? Masz już kogoś nowego na oku ? - Taylor, zapomniałam o tym że byli razem. Zatrzymałam wideo żeby przyjrzeć się zdziwionej i lekko zirytowanej minie Harrego. Uśmiech zszedł mu z ust, pochylił głowę, ale zaraz podniósł ją, sztucznie się uśmiechając. - Tak właściwie, nie była to porażka. Było to kolejne ważne doświadczenie. Taylor to świetna dziewczyna. Cieszę się że mogłem ją aż tak poznać. Życzę jej wszystkiego najlepszego. - cisza, nikt nic nie pytał, nic nie mówił. Blondynka (prowadząca) wyraźnie dawała znać, że czeka na odpowiedź na ostatnie pytanie. Zakłopotany i czerwony już loczek wydusił z siebie - Tak, mam kogoś na oku. Dziwna sytuacja. Jest z całkiem innego kraju. Jest niesamowita. Poznałem ją na wczorajszym koncercie. - Coo ? Zamarłam. Serce waliło mi jak podczas pierwszego spotkania z nim. Nie miałam w sumie pewności czy to o mnie chodzi ale po kolejnym pytaniu Jessici (bo tak miała na imię prowadząca) - Wyznałeś jej już swoje uczucia ? Co to w ogóle za pytanie ? Przecież ty Harry Styles jesteś największym podrywaczem ! - i odpowiedzi Hazzy - Tak powiedziałem jej. Powiedziała 'nie', ale nie było to ostateczne 'nie'. Potrzeba czasu. - byłam pewna że chodzi o mnie. W głośnikach zapadła cisza. Ciche 'łał' Jessici przerwało ją. Miała strasznie zdziwioną minę. - Jak to jest ? Po raz pierwszy ty musisz starać się o względy u dziewczyny, a nie ona u ciebie. - W studiu zrobiła się poważna atmosfera. Wszyscy czekali na to co powie zupełnie speszony Styles. - Tak, dziwne uczucie, ale dzięki niej zszedłem na ziemię. Ha Ha a co z tobą Niall ? - zaśmiał się i kradnąc kwestię prowadzącej skutecznie zmienił temat. Wszyscy zaczęli się śmiać. Rzuciłam się na łóżko. Rozmawiali jeszcze chwilę. Nie słuchałam. Wpatrywałam się w sufit. Jaką ja jestem szczęściarą. Kilka słonych łez szczęścia pociekło mi po skroniach. Z wielkim uśmiechem wstałam z łóżka. Zamknęłam laptopa. Poszłam do łazienki przygotować się do normalnego funkcjonowania. Przypomniałam sobie jeszcze że nie odpisałam Justynie. Wzięłam telefon i wysłałam zwykłego buziaka. Nie miałam pojęcia co napisać. Przyszedł raport, wsadziłam moją nokie do kieszeni i zeszłam na śniadanie. Byłam totalnie odcięta od świata żywych. Mówili coś do mnie. Ja im krótko odpowiadałam. Tak było aż do obiadu. Po obiedzie zostałam poinformowana że zostaje z Sebkiem w domu a reszta jedzie do jakichś znajomych. Prawdopodobnie wrócą bardzo późno. Gdy tylko wyjechali rzuciliśmy się na kanape, włączyliśmy playstation i graliśmy w jakieś gry. Strzelanie, zabijanie, uciekanie, dużo śmiechu. Tego mi trzeba było. Chwilowej odskoczni od szczęścia związanego z Harrym. Godzina grania...Dwie... Trzy... Aż zgłodnieliśmy. Poszliśmy zrobić sobie tosty. Zjadłam chyba z sześć. Kuchnia była praktycznie cała w keczupie po naszej zabawie, o ile można było to nazwać zabawą. Powierzchownie ogarnęliśmy wszystko i poszliśmy dalej grać, ale ktoś zadzwonił do drzwi. 21:30, kogo niesie tak późno. Sebek poszedł otworzyć a ja już włączałam kolejną gre. - Kornelia, ktoś do ciebie - zawołał kuzyn. Do mnie ? Kto to może być ? Przecież ja nikogo tu nie znam. Właśnie, a może to Monika albo Eva ? Podeszłam ku drzwiom i o mało nie zemdlałam. W drzwiach stał...
________________________________________________________________________
późno, ale jest ;) i troszke krótki ale chciałam to jakoś fajni rozdzielić :p eh.. ciężko u was o komentarz xd
mam nadzieję że się podoba. proszę o ocenianie w komentarzach i przesyłanie dalej mojego bloga jeżeli tylko uważacie że jest godny polecenia :) pozdrawiam :* + jutro nastąpi zmiana wystroju, także jeżeli komuś nie pasuje ten, niech się nie zniechęca do czytania :) dziś już po prostu nie mam czasu na zabawe z tym ;)
________________________________________________________________________
późno, ale jest ;) i troszke krótki ale chciałam to jakoś fajni rozdzielić :p eh.. ciężko u was o komentarz xd
mam nadzieję że się podoba. proszę o ocenianie w komentarzach i przesyłanie dalej mojego bloga jeżeli tylko uważacie że jest godny polecenia :) pozdrawiam :* + jutro nastąpi zmiana wystroju, także jeżeli komuś nie pasuje ten, niech się nie zniechęca do czytania :) dziś już po prostu nie mam czasu na zabawe z tym ;)
wtorek, 16 kwietnia 2013
Rozdział 11
...rzuciły mi się na szyję. Co ? Skąd ta zmiana ? Zdziwiłam się ale odwzajemniłam uścisk. - Jeju w życiu nie przypuszczałam, że będę nich tak blisko - mówiła Kaja z łzami w oczach. Patrycja się tylko uśmiechała i dziwnie patrzyła w ziemię. - A ty jak z Harrym ? - odezwała się w końcu. -hmm.. w sumie to nic. Na chwile pogadaliśmy - nie wiedziałam co powiedzieć. Przecież one nie wiedziały, że on się we mnie zakochał. - Kurcze szkoda że to nie ja dostałam od niego drzwiami. A no i dzięki że nas wzięłaś ze sobą ku chłopakom - zaśmiała się Kaja. - To trzeba było iść z Moniką. Nie ma sprawy przecież. Ej dobra zbierajmy się. O której macie pociąg ? A musicie już w ogóle jechać ? - udawałam że pytam ze smutkiem. Tak na prawdę to trochę cieszyłam się, że wyjeżdżają. Miałam już dość humorków Patrycji. Dobrze wiedziałam, że źle jej było z tą moją znajomością z Stylesem. No ale nie dziwię się. - Zostałybyśmy dłużej ale mnie rodzice zabierają jeszcze do dziadków po jutrze, a poza tym 1D już wyjeżdża. - burknęła Patrycja i udałyśmy się w stronę parkingu. Oglądałam się co jakiś czas za siebie, by jeszcze raz zobaczyć loczka, ale ani razu go nie dostrzegłam. Za dużo ludzi. Tłum. Wszyscy się na siebie pchają. Bez problemu znalazłyśmy BMW wujka. Wsiadłyśmy i od razu pytania : jak było ? macie autografy ? zrobiłyście sobie z nimi zdjęcia ? - Tak i nawet byłyśmy z nimi na przerwie w budynku, żeby potem nie było że dowiecie się o tym z telewizji - rzuciłam na początku z ironią a potem z śmiechem. - Na prawde ? Pamiętał cię jeszcze ? Taki gwiazdor, to musiał cię konkretnie uderzyć że tak o tobie myśli - śmiali się wszyscy prócz mnie. - on wcale nie jest jak jakaś typowa gwiazdeczka widząca tylko czubek własnego nosa - powiedziałam, włożyłam słuchawki do uszów i ruszyliśmy do domu. Pusto patrzyłam w migające za szybą budynki, ogrody itp. Wiedziałam, że pozostali o czymś intensywnie dyskutują ale nie miałam ochoty się przyłączać. Dojechaliśmy. Pośpiesznie wyszłam z auta i udałam się prosto do domu. W Kuchni mama z ciocią przygotowywały już spóźniony obiad. Kurcze, zauważyły mnie. - Hej i jak było ? Mm... - jeszcze nie dokończyły a ja już odpowiedziałam - fajnie, tak dziewczyny mają autografy i zdjęcia pewnie też. Chociaż powiem wam że ja też pewnie mam zdjęcia. Dziewczyna idąca w uścisku Harrego Stylesa do budynku podczas ich przerwy jest na pewno ciekawym obiektem paparazzich. Także nom. - uśmiechnęłam się sztucznie i pochwyciłam kawałek ogórka. Nie wiem czemu ale jakoś nie miałam ochoty na rozmowę z kimkolwiek o tym. Po prostu drażniło mnie też to że niektórzy ludzie robią zdjęcia. Po co ? Żeby komuś zaszkodzić. Nie dają innym żyć, ale taki już los 'gwiazdy'. - Co ? Na prawde znowu cię wyróżnili ? Popatrz, nie przypuszczałam, że będziesz miała z nimi taki kontakt. Jak ty się z nim w ogóle dogadujesz, tak dobrze znasz angielski ? - dopytywała ciocia. - Też się tego nie spodziewałam, ale cieszę się, że tak wyszło. Są takie słuchawki co tłumaczą mi z angielskiego na polski, a jemu z mojego na angielski - wytłumaczyłam. - To super. Ile jeszcze tu będą ? Może będziesz miała okazję się z nim jeszcze spotkać. - odezwała się mama. O nie, przecież oni za 3 dni wyjeżdżają. Nie ! Dziwnie mi się zrobiło i uśmiech zszedł mi z ust. - Za trzy dni wyjeżdżają z Niemiec. Nie, wątpię żebym się z nim jeszcze widziała. Jutro przenoszą się do innej części tego kraju, także to już jest tak jakby wyjechali - odparłam ze smutkiem, ale zaraz się opamiętałam i sztucznie uśmiechnęłam. Trach, wyłączył mi się słuch. Pogrążyłam się w myślach. Nawet nie zauważyłam kiedy wszyscy siedzieli już przy stole. Ja stałam i jak zahipnotyzowana patrzyłam się w wazę z owocami. - Korneliaa, idziesz jeść ? - zawołał Kamil. - A no już idę - wybudziłam się z transu. Nie miałam ochoty jeść, ale jakoś wcisnęłam te pyszności. - Idź się przespać. Wyglądasz jakbyś maraton przebiegła - trafnie stwierdził tata. - Dobry pomysł - odłożyłam talerz na tackę z resztą brudnych naczyń, wstałam od stołu zasuwając za sobą krzesło i poszłam na górę. Położyłam się na wygodnym łóżku i zamknęłam oczy. Co ja tu robię ? Czy to się na prawdę dzieje ? A co będzie jak zaraz się obudzę w moim małym pokoiku w Warszawie i to wszystko okaże się snem ? Nie raczej nie. Niesamowite. Leżałam i wpatrywałam się w sufit. Nie upłynęło może więcej niż 20 minut. Zadzwonił mi telefon. Justyna. Zdziwiłam się. Mówiły że nie będą dzwonić bo za drogo. Odebrałam z ucieszonym głosem - hej ! - podekscytowana dosłownie wykrzyknęła - No siema. Ty ! My tutaj harujemy w szkole a ty się z chłopakami z One Direction zabawiasz ?? Ładnie to tak - Justyna. O rany. Już dotarło to do Polski. - Hahaha skąd wiesz ? - ja. - Po necie pełno waszych zdjęć jest. Plotki nie lepsze z resztą. Banda Pati taka wkurzona z zazdrości łazi, że o mało ścian nie rozwalają. A właśnie jak tam z nimi ? - Justyna. - Hahaha, już wyobrażam sobie ich miny. - Aż się zaśmiałam. - A całkiem w porządku. Patrycja miewa humorki ale da się wytrzymać, a Kaja jest spoko. Jeszcze się nie pogryzłyśmy i raczej nie pogryziemy. Jeszcze dzisiaj wracają - ja. Zdałam jej relacje z koncertu i ze spotkania z chłopakami dzisiaj. Nie dowierzała. Była bardzo zaskoczona tym wszystkim. Opowiedziała mi jeszcze co się u nich działo i tak po godzinie skończyłyśmy naszą konwersację. Fajnie było z nią pogadać. Miło, że jednak zadzwoniła. Leżałam jeszcze chwile na łóżku. Czekałam aż ktoś przypomni sobie o moim istnieniu. Nie musiałam długo czekać, z dołu woła mnie Kaja - jedzieemy, nie zejdziesz się pożegnać ?? - Zerwałam się z łóżka i pobiegłam na dół. Stały już w drzwiach z walizkami. Uściskałam je i pożyczyłam bezpiecznego powrotu. - Pozdrów chłopaków jak się z nimi jutro zobaczysz - rzuciła dziwnie Patrycja. Zdziwiłam się. Co ? Przecież się już z nimi jutro nie zobaczę. Bo jak niby ? No nic. Pomachałam im i poszłam się umyć. Po drodze do łazienki zamieniłam kilka zdań z resztą mieszkańców siedzących w salonie. Przeszło mi. Mogłam normalnie rozmawiać o tym co wydarzyło się od przyjazdu tutaj. Dotarłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic. Wskoczyłam w piżamę i wróciłam do pokoju. Pusto się zrobiło. Chociaż plusem było to że mogłam w końcu spokojnie pomyśleć. A na prawdę jest o czym. Teraz moje życie, o ile Harry tak po prostu o mnie nie zapomni, odwróci się o 180 stopni. Mam nadzieję, że dotrwamy do tego momentu kiedy powiem mu 'tak'. Chce zobaczyć czy tak na prawdę mu zależy. Myślałam że szybciej usnę, ale nie jednak nie. W krainę snów odpłynęłam dopiero o 23:00.
Godzina 6:00. Obudził mnie...
_____________________________________________________________
skończyły się te rozdziały które miałam już napisane, teraz będe pisać na bierząco co wiąże się z tym, że rozdziały mogą być niesystematycznie. wasze komentarze pomogłyby mi w pisaniu i to nawet bardzo. Bo tak to ja nie wiem czy pisze to tylko dla siebie (i pewnej dziewczyny) czy też są jakieś osoby które to czytają i z niecierpliwością czekają na kolejne rozdziały ;) z anonima, z prywatnych kąt, z czego kolwiek piszcie i oceniajcie, bądź po prostu napiszcie że jesteście ze mną :D tak ładnie proszę ;>
Godzina 6:00. Obudził mnie...
_____________________________________________________________
skończyły się te rozdziały które miałam już napisane, teraz będe pisać na bierząco co wiąże się z tym, że rozdziały mogą być niesystematycznie. wasze komentarze pomogłyby mi w pisaniu i to nawet bardzo. Bo tak to ja nie wiem czy pisze to tylko dla siebie (i pewnej dziewczyny) czy też są jakieś osoby które to czytają i z niecierpliwością czekają na kolejne rozdziały ;) z anonima, z prywatnych kąt, z czego kolwiek piszcie i oceniajcie, bądź po prostu napiszcie że jesteście ze mną :D tak ładnie proszę ;>
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
Rozdział 10
Kolejny raz zapomniałam że tą fanką wciąganą do auta byłam ja ! '' haha Eva. a tak na prawdę to Harry, myślałem że już się nie odezwiesz. Widzimy się za godzine pod WB, prawda ? xx ''. Tak brzmiała odpowiedź. Serce waliło mi jak oszalałe. Myślałam że się zaraz popłaczę ze szczęścia. Po opamiętaniu się i przeczytaniu kilkukrotnie tej wiadomości odpisałam '' a ja nie myślałam, że ty dalej o mnie pamiętasz. No cóż skoro dalej się ciebie nie pozbyłam to wychodzi na to że się widzimy. :* ''. Wymieniliśmy jeszcze kilka sms-ów, po czym oznajmił że musi kończy bo jadą już pod WB (World Berlin). Pośpieszyłam, już chyba nie złoszczące ale nie odzywające się wciąż dziewczyny i zeszłyśmy na dół. Tata z wujkiem byli już gotowi więc zapakowaliśmy się do samochodu i ruszyliśmy. Nie wiem jakie miałam ciśnienie ale chyba nie niskie. Denerwowałam się i to nawet bardzo. Nie myślałam w sumie o niczym. Patrzyłam po prostu w szybę i czekałam tylko na chwilę kiedy zobaczę się z lokatym. Ani się obejrzałam a już byliśmy na miejscu. Wyszłyśmy z BMki i chwile stałyśmy żeby zobaczyć gdzie zaparkowali. Tłum ludzi. Z trudnością przepychałyśmy się ku stolikowi przy którym już siedział zespół. Uśmiechali się, podpisywali kartki, plakaty, robili sobie zdjęcia z fanami i przy najmniej starali się z kimś normalnie porozmawiać. Dopchałyśmy się jakoś do środka kolejki. Dziewczyny nie zwracały na mnie uwagi i coś między sobą plotkowały, podśmiewując się cały czas. Chociaż w sumie i tak nie miałam ochoty na gadanie z nimi. Bacznie przyglądałam się jak inne dziewczyny próbują dobrać się do Harrego. Z resztą nie tylko do niego, ale mój wzrok opierał się cały czas na nim. Zamyślona co jakiś czas robiłam krok do przodu. Byłyśmy, byłam coraz bliżej swojego dzisiejszego celu. Serce z każdym metrem biło coraz szybciej. Po ok 35 minutach ochroniarze zarządzili przerwę chłopakom. Wszystkim oczekującym zrzedły miny. Wbiłam wzrok w puste miejsce na ziemi gdy nagle usłyszałam - Oo Korny (Korni). Hay, come here. - Harry mnie zauważył i z wielkim bananem na twarzy kazał ochroniarzowi mnie przyprowadzić. No nie wieże. Ale się ucieszyłam. Patrycja i Kaja miały miny jakby mnie zaraz miały zabić wzrokiem. Wielki koleś przepychając się za mną u boku nagle się zatrzymał i skinął głową bym zawołała koleżanki. Tak też zrobiła. Z zaskoczonymi minami podbiegły ku nam i we czwórkę pchaliśmy się do budynku w którym odpoczywały nasze sławy. Inne dziewczyny piszczały i aż były czerwone z zazdrości. Po chwili mordęgi nastąpiła wielka ulga. Uff, luźno się zrobiło. Odetchnęłam z ulgą ale nie na długo. Zaraz po wydostaniu się z tego tłumu zostałam złapana w silny uścisk Hazzy. Jego zapach po prostu sprawił że się rozpłynęłam. Niewyraźnie dostrzegłam jak reszta chłopaków macha do mnie na przywitanie i zagaduje dziewczyny, które były chyba w siódmym niebie ja z resztą też. Gdy w końcu mnie wypuścił powiedziałam tylko krótkie 'hej'. Chwycił mnie za ramiona i prowadził z wielkim uśmiechem do budynku. Weszliśmy do jakiegoś pomieszczenia gdzie czekał już stolik pełen różnych łakoci. Goryle, bo tak nazywali ochroniarzy, zamknęli za nami drzwi. Miałam mieszane uczucia. Szczerze powiedziawszy trochę się uspokoiłam. Przestałam patrzeć na Stylesa jak na gwiazdora tylko po prostu jak na zwykłego chłopaka, który nie ma nic do czynienia ze światem sceny,fleszy i nie wiadomo jeszcze czego. Usadowiliśmy się na miękkiej kanapie. Chłopak podał mi słuchawki, domyśliłam się że to te które służą za tłumacza, po czym sam je założył. - No to teraz już możemy porozmawiać - odparł. Jego uśmiech i szklące, zielone oczy sprawiały że zapominałam o wszystkim i skupiłam się tylko na tej trwającej chwili. - Trafne spostrzeżenie - prychnęłam, ale utrzymanie poważnej miny nie powiodło się gdy zobaczyłam jak uśmiech schodzi z twarzy mojego towarzysza. Roześmiałam się po czym trąciłam Herrego w ramie. Jego rząd białych zębów znów się ukazał. - Chciałam udawać niedostępną ale mi nie wyszło - zaśmialiśmy się. - Zmieniłaś już zdanie ? - zapytał zmieszany. - Nie - odpowiedziałam krótko z podstępnym uśmiechem. Trochę posmutniał, ale dalej się uśmiechał. - Ale przecież nie powiedziałam tego ostatecznego nie. - podskoczyłam i siadłam bokiem podkurczając nogi. Loczek po chwili zadumania skręcił się tak że siedzieliśmy na wprost siebie. Oparł się o moje kolana i powiedział - Ale powiesz w kiedyś tak ? - Wzdrygnęłam ramionami. - Jeszcze w życiu żadna dziewczyna nie powiedziała mi nie. - Jego mina była nagle bardzo poważna. - To masz nowość. - też spoważniałam. - Doprowadzasz mnie do szału. Pokazujesz mi że jednak nie mogę mieć wszystkiego. Z taką łatwością mówisz mi nie. Traktujesz jak zwykłego chłopaka. Sprawiasz że tracę pewność siebie. To mnie tak cholernie w tobie pociąga. - Nic się nie odzywałam. Po prostu słuchałam i analizowałam to co do mnie mówi. - Czasami żałuję że nie moge być normalnie traktowany. Każda dziewczyna oddałaby wiele, jak nie wszystko, by ze mną być, albo chociaż się przespać. To wszystko tylko dla tego że jestem sławny, że umiem śpiewać. Zastanawiam się ile z nich zostałoby przy mnie gdybym przestał śpiewać. Gdybym skończył z tym wszystkim, wrócił do Holmes Chapel i żył jak dawniej, przed pójściem do X-factora i powstaniem One Direction. Dla czego tacy ludzie jak my (1D) nie możemy być traktowani jak każdy przeciętny człowiek ? - widziałam w jego oczach iskierki. Sprawiał wrażenie jakby miał się zaraz rozpłakać. Coś we mnie pękło. On jest taki wrażliwy. Chwyciłam go za ręce, wyprostowałam nogi. Patrzył na mnie zdezorientowany. Tak po prostu przytuliłam się do niego pozwalając żeby mnie objął. Siedzieliśmy tak w ciszy przez około 10 minut, aż nagle nie wpadł jak torpeda Louis - Harry bo musimy iść, fanki czekaa...ją. Oł, przepraszam nie wiedziałem że jeszcze jesteś. Twoje koleżanki poszły i pomyślałem że ty też. Ale nie, nie poszłaś. - Chwycił się za kark i wyraźnie było widać że jest mu głupio. Oderwaliśmy się od siebie. Machnęliśmy do niego jednocześnie rękami, dając mu do zrozumienia że nic się nie stało. On automatycznie się roześmiał i wskoczył między nas obejmując mnie jedną ręką,a Hazzę drugą. - Nom to co gołąbeczki. Udało się ? - skierował to do lokatego. - What ? - zdziwiłam się i zaszpanowałam troche angielskim bo Loui po Polsku by nie zrozumiał. - No to żee... jesteście razem ? - szczerzył kły do mnie. Cisza, nikt nie odpowiada. Nie chowając zębów przestał się uśmiechać, popatrzył w ścianę przed nami i wypuścił nas z objęcia. - Trzeba czasu. - rzekł w końcu uśmiechnięty Harry. Poklepał przyjaciela po plecach i wstał. - Idziemy, dziewczyny które na pewno powiedzą mi tak czekają - rzucił w moją strone z wystawionym językiem. Rzuciłam w niego poduszkę. Troche zmieszany Loui wzdrygnął ramionami po czym wstając pociągnął mnie za sobą i wziął na barana. Mijając loczka wystawiłam mu język mocno obejmując pasiastego. Wyszliśmy na korytarz, gdzie czekali pozostali członkowie 1D. Tomo puścił mnie na ziemie. Zaraz do mnie podeszli z wielkimi zacieszami. Odwzajemniłam uśmiech. Jeden z goryli zadeklarował że odprowadzi mnie do moich towarzyszek. Każdy przytulił mnie po kolei na pożegnanie. Jejku, jacy oni są mili i w ogóle. Przy Harrym przystanęłam dłużej. - Zobaczymy się jeszcze prawda ? - zapytał. - Myśle że tak. Jestem tu jeszcze tydzień a wy ? - szczerzę się uśmiechnęłam. - jeszcze trzy dni - odpowiedział ze smutkiem. Coś mnie zabolało w sercu. Dopiero się poznaliśmy a już musimy się żegnać. Co gorsza nie wiem czy się jeszcze kiedyś zobaczymy. Czy po prostu o mnie zapomni i znajdzie inną, bo przecież on może mieć każdą. - hej, za niedługo wakacje. Damy radę. - chwycił mnie za podbródek i skierował moją głowę tak że patrzyłam mu prosto w oczy. Uśmiechał się ale w jego oczach widziałam smutek i ... strach. - Byłoby fajnie. Bo być może miałabym ci coś w tedy bardzo ważnego do powiedzenia - on na to pokazał tylko rząd zębów. - panie Styles, fani zaczynają się niecierpliwić. - burknął ochroniarz. - zadzwonię - i pobiegł za wychodzącymi już na pole chłopakami. Ten wielkolud który wcześniej bezpiecznie doprowadził mnie do loczka teraz odprowadził mnie ku Patrycji i Kai. Zapomniałam oddać słuchawki. Zwinęłam je delikatnie i włożyłam do kieszeni bluzy. - no hej jak tam po spotkaniu z chłopakami ? - podeszłam już bez goryla ku nim. Ich reakcja mnie zaskoczyła. Natomiast...
____________________________________________________________________________
i dobrneliśmy do 10 ;) miśki komentować, oceniać ! :d baardzo ważne dla mnie.
____________________________________________________________________________
i dobrneliśmy do 10 ;) miśki komentować, oceniać ! :d baardzo ważne dla mnie.
niedziela, 14 kwietnia 2013
Rozdział 9
Obudziła mnie cicha ale dość donośna kłótnia. Otworzyłam oczy i podniosłam się z grymasem. Podparłam się na rękach i rozglądnęłam się po pokoju. Patrycja i Kaja siedziały na jednym łóżku wpatrując się w laptopa. Umilkły jak tylko zorientowały się że już nie śpie. Miały bardzo dziwne miny. - Hej. co tam macie ? - rozciągałam i jednocześnie uśmiechałam się do nich. Dziwnie się na mnie popatrzyły i nic nie powiedziały. No trudno może się nie wyspały. Próbowałam dalej. - Ale miałam fajny sen. Śniło mi się że na tym koncercie co wczoraj byłyśmy Harry walnął mnie drzwiami i miałam rozwalone czoło, a potem jeszcze wywołał mnie na scene i kazał przyjśc do czarnego busa jak się wszyscy rozejdą i wyznał mi tam... - przerwała mi Patrycja zanim dokończyłam. - No co ty nie powiesz ?! - skierowały laptopa w moją stronę. Zamarłam. Na najbardziej plotkarskiej stronie 'gwiazdunie.pl' było zdjęcie jak do czarnego busa wciągana jest dziewczyna ubrana identycznie jak ja wczoraj. Otworzyłam tylko szeroko usta. Oczy miałam pewnie jak spodki. To nie był sen ?! To się stało na prawdę. Odruchowo sięgnęłam ręką do czoła. Wyczułam plaster. Kolejny dowód że to była rzeczywistość a nie sen. O matko, przeszły mnie ciarki. Zrobiło mi się słabo. Poczułam jakby świat zaczął wirować. Pokręciłam głową i podczołgałam się bliżej laptopa żeby przeczytać co tam piszą. Patrycja wyraźnie zła złapała za niego i porwała mi go sprzed nosa. - Czyż by jakaś fanka wpadła w oko któremuś z zespołu ? A może chłopakom zachciało się uprowadzić fanke i trzymać w piwnicy ich wielkiej willi ? - czytała Kaja. - Coo, co ? że co ? - nie mogłam uwierzyć. Wyrwałam im komputer z rąk. Przeleciałam oczami po stronie. - Tylko nie mów że nie pamiętasz. Prosze cie fajnie nas potraktowałaś. Myślałaś że gwiazdę z siebie zrobisz ? - odgryzła się Kaja. Ale ja nic takiego nie chciałam przecież. Nie powiedziałam im bo nie chciałam żeby były zazdrosne. Z resztą może faktycznie. Mają rację mogłam im powiedzieć. - Jeju, przepraszam. Nie złośćcie się. - tak po prostu rzuciłam. Nie myślałam teraz o tym co sobie myślą. Tylko co będzie jak dowiedzą się rodzice. I co w ogóle z tym wszystkim będzie. Jeżeli to było prawdą to to że Harry.. wyznał mi miłość też ! Runęłam na łóżko. Czułam się taka szczęśliwa a zarazem przerażona. - Fajną tą koleżankę masz.. Czekaj jak jej tam ? Natalia ? - burknęła Patrycja. Prawie tego nie usłyszałam. Byłam zbyt bardzo pogrążona w myślach. Prychnęły i coś tam jeszcze powiedziały. Nie wiem ile czasu minęło, ale na pewno nie mało. Z rozmyślania wybiła mnie mama wołająca na dół. Pewnie o śniadanie chodziło. W pokoju nie było już dziewczyn. Kurcze, ale są złe. Powolnym, niepewnym krokiem weszłam do jadalni. Telewizor był włączony. Szły wiadomości. Usiadłam koło taty. - Co ci się stało w czoło ? - zapytał zdziwiony. - Nic takiego. Przewróciłam się wczoraj u Natali. - kolejny raz skłamałam. - U Natali ? Gdzie ty w końcu byłaś ? Wczoraj mówiłaś że u jakiejś Evy - wtrącił. Serce mi podskoczyło. - Taak, no bo to jej przezwisko takie. Eva. Tak ją przezywają - wymruczałam spontanicznie. Popatrzyłam na dziewczyny. Strasznie się na mnie patrzyły. Ich zimny wzrok przeszył mnie na wylot. Oddychnęłam głośno i zabrałam się za jedzenie naleśników. Po chwili ciszy odezwał się wujek - o patrzcie reportaż z wczorajszego koncertu - wszyscy skierowali wzrok na telewizor. Aż mnie zakuło w klatce pierwsiowej. Oby nie mówili nic o tym wypadku. Poczułam że zaczęły mi się pocić ręce. Kamil zmienił język na Polski, więc wszyscy rozumieli co mówią. Z początku nic na ten temat nie było ale potem... - Gwiazdy wieczoru zaprosiły na scenę dziewczyną którą wcześniej Harry Styles przypadkowo uderzył drzwiami - mówiła dziennikarka. Pokazali urywek jak wychodzę na scenę. Schowałam twarz w rękach. Dosłownie poczułam jak wszyscy się na mnie patrzą. - Przewróciłaś się tak ? - zaśmiał się Michał. Nie odpowiedziałam. - Dla czego się nie przyznałaś ? Przecież powinnaś się cieszyć i pochwalić - mówi ciocia. Zrobiłam się czerwona jak burak. - No tak, ale jakoś nie chciałam bo... - przerwał mi Sebastian wskazujący na telewizor. - Po koncercie boys band nie udał się do domu. Ku zaskoczeniu wszystkich stali jeszcze przez najbliższą godzinę pod World Berlin. Rozpoznał ich jeden z paparazzi. Ale nie stali jednak bez powodu. - pokazali to samo zdjęcie co na gwiazduniach. - Na zdjęciu wyraźnie widać jak chłopaki wciągają do pojazdu prawdopodobnie jedną z fanek - kontynuował dziennikarz. - Bo nie chciałam żeby dziewczyny mi zazdrościły - palnęłam byle co, żeby tylko nie zorientowali się że to ja. Po minach dziewczyn wiedziałam że one bardzo dobrze wiedzą o co chodzi. Uśmiechały się tylko podstępnie, ale miło. Co się stało, że tak nagle im przeszło ? Dla mojego szczęścia na śmiechu, kręceniu głowami z niedowierzaniem i kilkoma zdaniami skierowanymi w moją stronę, których i tak nie słuchałam, skończył się cały temat wczorajszego dnia. W sumie to prędzej czy później i tak by się dowiedzieli. Posiedzieliśmy jeszcze chwile w pełnym składzie, po czym zaczęliśmy się rozchodzić. Pomogłyśmy z dziewczynami sprzątać po śniadaniu i poszłyśmy na góre przyszykować się do ponownego wyjazdu pod World Berlin, ponieważ dziś chłopaki mieli czas dla fanów. Po około 35 minutach do naszego pokoju przyszła mama sprawdzić czy nie mamy jakichś ciuchów do prania. Dałam jej moje granatowe spodnie które wczoraj troche pobrudziłam krwią z czoła, ale jeszcze za nim to zrobiłam sprawdziłam kieszenie. W tylnej znalazłam karteczke z jakimś numerem. Małymi literkami napisane było jeszcze '' napisz lub zadzwoń :* ''. Pomyślałam że to może którejś z dziewczyn poznanych na koncercie. Bez zastanowienia napisałam '' no hej, tu Kornelia, której to numer ? :D '' Nie musiałam długo czekać na odpowiedź. Gdy ją przeczytałam zamurowało mnie...
________________________________________________________________________
nom to macie 9 :d przepraszam że nie dodałam wczoraj ale nie miałam czasu ;x oceniajcie :]
________________________________________________________________________
nom to macie 9 :d przepraszam że nie dodałam wczoraj ale nie miałam czasu ;x oceniajcie :]
piątek, 12 kwietnia 2013
Rozdział 8
...już miał coś mówić, gdy Liam wychylił się zza przedziałki i powiedział szybko i pewnie - Bo on się w tobie zakochał ! - Harry wzdrygnął się momentalnie. Był cały czerwony z małym uśmieszkiem i szeroko rozdziabionymi oczami - Liiiiaaaam ! - tylko tyle z siebie wydusił. Chłopaki z przodu zaczeli się śmiać i z powrotem zasunęli otwór. Że co proszę ? Co zrobił ? Że się zakochał ? Że we mnie ? Nie, to na prawde musi być sen ! To jest nie możliwe. Myślałam że tam umrę na zawał. Tysiące myśli przewijało mi się przez głowę. Byłam bardzo zdziwiona. - Że co proszę ? - wydusiłam z siebie z niedowierzaniem. - Tak, to co słyszałaś. - Speszony z lekkim uśmiechem błądził głową, oczami w te i we w te. - Dobra to będzie tak. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Na ogół nie zakochuje się w fankach, a tym bardziej nie od pierwszego wejrzenie. Po prostu.. Stało się i koniec. Nie przestałem o tobie myśleć aż do teraz. Z resztą dalej myślę... Brak mi słów. - Popatrzył mi się głęboko w oczy. To co przed chwilą powiedział totalnie mnie zatkało. Nie wiedziałam co powiedzieć. - Nie spodziewałam się tego. Nigdy nie pomyślałabym że może mnie coś takiego spotkać. Ale wiesz... - musiałam to powiedzieć nie miałam wyjścia - dużo przeszkód stoi nam na drodze. Praktycznie się nie znamy, jesteśmy z innych krajów, ty gwiazda ja zwykła prosta dziewczyna ze wsi... - zatkał moje usta dłonią. - Nie ważne. Chociaż spróbujmy. Za niedługo wakacje. Trasa nam się kończy. Moglibyśmy.. mógłbym przyjechać tu. Mieszka tu twój wujek prawda ? Przyjechała byś do niego. - Zabrał rękę. Te słuchawki źle tłumaczą czy on na prawde tak mówi ? Patrzyłam na niego zdziwiona. Skąd on wie o wujku ? Ale nie o tym teraz. Przechodziłam chyba kryzys wieku średniego. Weźcie mnie uszczypnijcie bo nie wierzę ! - A co z językiem, przecież nie będziemy wiecznie chodzić w słuchawkach. Ja.. ja nie wierzę. uszczypnij mnie. - skoczył na siedzenie obok mnie i już miał szczypać kiedy chwyciłam go za ręce. - Słuchawki to nie problem. Znasz przecież jakieś słowa po angielsku zauważyłem. Damy rade, ale proszę nie zostawiaj mnie. - Popatrzył na mnie bardzo poważnie. Jego dłonie zaciskały się na moich. Jego wzrok przeszywał mnie całą wraz z towarzyszącymi mu ciarkami. On był niesamowity. W cale nie zachowywał się jak jakaś rozpuszczona gwiazdeczka. To mi się najbardziej w nim podobało, zachowywał się normalnie. Cisze po raz kolejny przerwał Liam - To tak czy nie ? - zapytał zaciekawiony. Obydwaj popatrzyli się na mnie. - Nie.. - odparłam krótko. Uścisk jego dłoni się poluzował. Liam szeroko otworzył oczy. W całym samochodzie zapanowała grobowa cisza. - Ale to nie jest ostateczny werdykt. Teraz mówie nie ale może za jakiś czas powiem tak. Liam zostawisz nas ? - po raz pierwszy poczułam się w ich towarzystwie tak swobodnie. Harry miał załamaną mine, ale pełną nadziei po tym co przed chwilą powiedziałam. Liam z grymasem zamknął okienko. - Czyli że jest jakaś szansa żebyśmy byli razem ? - zapytał unosząc jeden kącik ust. Uśmiechnęłam się szyderco i stwierdziłam - Nom zasadniczo tak. - W oka mgnieniu rozpromieniał. - Ale najpierw musisz mnie dobrze poznać, a ja ciebie. - Wymieniliśmy się uśmiechami. - Mogę cię pocałować ? - zdziwiłam się tym pytaniem. Puściły mi wszystkie nerwy. Odprężyłam się w końcu. - Nie - i szeroko się uśmiechnęłam. - Przepraszam, za szybko.. - zmizerniał. - Nie szkodzi. Ale przytulić możesz. - Podniósł głowę i promienny uśmiech z powrotem zagościł na jego twarzy. Przybliżył się i mocno uścisnął. Czułam się taka bezpieczna, szczęśliwa. Siedzieliśmy tak objęci dość długą chwile. Siedzielibyśmy tak pewnie jeszcze dłużej ale zaczął dzwonić mi telefon. Tata. Zapomniałam. Miałam przecież zadzwonić. - Halo ? - ja, - wiesz która jest godzina ? gdzie ty w ogóle jesteś ? - odparł zdenerwowany. - nie denerwuj się jestem u Evy. Zaraz mają mnie odwieźć. Przepraszam zasiedziałam się. - starałam się wytłumaczyć, kłamiąc, ale nie było innego wyjścia. - Nie zaraz tylko już. Zaraz to ja cię widzę w domu ! - krzyknął i się rozłączył.Popatrzyłam na zegarek i faktycznie była już 24:30. Oj będzie ciężko ale warto. - Tata ? To czekaj jak mam na imie ? Eva ? - zapytał wyśmiewczo i chwycił mnie w tali. - Oj przestań. Nie moge powiedzieć. Przy najmniej nie teraz. - udałam obrażoną. Zaczął mnie gilgotać. - Ejj, przestań !! - śmiałam się jak idiotka. - To gdzie jedziemy ? - zapytał po czym skończył tortury. - Jak gdzie jedziemy ? - zdziwiłam się. Nie skojarzyłam o co mu chodzi. - Gdzie mamy cię odwieźć ? - uświadomił mnie. - Aaa no skoro podjąłeś się tego to na ulicę nr 37 duży pomarańczowy dom z bronzowym ogrodzeniem, proszę. - Z uśmiechem skinęłam. - Nie mam pojęcia gdzie to ale kierowca na pewno będzie wiedział. - Zapukał w okienko. Jak zwykle wychylił się Liam - I co powiedziała tak ? - naciskali. - Nie, jeszcze nie powiedziała. - popatrzył na mnie i tajemniczo się uśmiechnął. Odwzajemniłam. - Ulica nr 37 duży pomarańczowy dom. przekaż kierowcy - powiedział do Zayna, a ten posłusznie wykonał polecenie. - Nie daj się tak łatwo ! Niech się pomęczy troche ! - śmiał się Horan. Loczek udając obrażonego na przyjaciela zasunął okienko. Wszyscy buchnęliśmy śmiechem. Rozmawialiśmy jeszcze, w sumie o niczym. Bezsensowne pytania typu czym się interesujesz ? co lubisz robić ? itp. Po dość krótkim czasie byliśmy już na miejscu. - No to co widzimy się jutro o 15 przy W.B. ? a właściwie to już dzisiaj, bo po dwunastej już jest. - Zaśmiał się i uścisnął mnie jeszcze raz baardzo mocno i czule. - Może.. (chwila napięcia) Tak - zaśmiałam się bo zrobił dziwną, ucieszoną mine. Zastukałam w okienko i powiedziałam - bajo boys. - Nie wiem czy poprawnie ale oj tam. Wyszłam z samochodu. Pomachałam im i zmierzałam w strone domu, zadzwoniłam na dzwonek i drzwi otwarła mi ciocia. - Kornelia ! co ci się stało w głowe ? gdzieś ty tyle czasu była ? - wypytywała wystraszona. - Nic wielkiego. To jeszcze na koncercie. Poślizgnęłam się i niefortunnie upadłam. Na prawde nic mi nie jest ! - uśmiechnęłam się. - Tata śpi już jakiś czas. Powiem że wróciłaś wcześniej. Strasznie zły był i pewnie jest. - to mnie pocieszyła. - Dziękuję, idę się położyć jestem wykończona. - bo na prawde byłam wykończona. Za dużo emocji jak na jeden dzień. Ciocia wyraźnie to zauważyła i dała mi spokuj, ale to pewnie nie koniec przesłuchania. Wygramoliłam się po schodach i weszłam po cichu do naszego pokoju. W kącie zobaczyłam spakowane walizki współlokatorek. Zdziwiłam się. Przecież mamy wyjechać dopiero za tydzień. Dziwne ale moja głowa była zajęta teraz myśleniem o tym co wydarzyło się niecałą godzinę temu. Harry Styles wyznał mi miłość ! Szok. Padłam plackiem na łóżku i ani się nie zorientowałam kiedy usnęłam.
_______________________________________________________________________
hehe, nom to akcja się rozkręciła :D myślę że się podoba ;) komentujcie ! oceniajcie ! pliss :* to dla mnie ważne, chce poznać opinię innych :]
_______________________________________________________________________
hehe, nom to akcja się rozkręciła :D myślę że się podoba ;) komentujcie ! oceniajcie ! pliss :* to dla mnie ważne, chce poznać opinię innych :]
czwartek, 11 kwietnia 2013
Rozdział 7
*Ja-Kornelia*
Szłam przed siebie. Dalej nie wierzyłam w to co się stało. Nie dość że jestem na ich koncercie to w dodatku poznałam ich osobiście ! Cudowne przeżycie. Czułam motylki w brzuchu. Ale chyba nie tylko z tego że stałam z nimi oko w oko. Głównym powodem było to co zaszło między mną a Stylesem. Pytanie czy w ogóle coś zaszło ? Na chwile nie myślałam o nim jak o gwieździe z sławnego boys bandu tylko jak o normalnym chłopaku o którym nie marzą miliardy dziewczyn z całego świata. Ale czy choćby nawet udało nam się zbliżyć to miałoby to jakikolwiek sens. Ja w Polsce on w Londynie, zresztą nie tylko w Londynie. Trasy, koncerty. I przede wszystkim język. Ciężko byłoby się dogadać, a chodzenie non stop w słuchawkach nie byłoby takie łatwe przecież. Nie no co ja gadam, przecież douczyłabym się jeszcze troche angielsiego i byłoby dobrze. Nie, stop ! W ogóle o czym ja myślę ! On tylko zachował się jak należało. Pomógł mi bo z jego winy ucierpiałam. Tylko tyle. Nawet pewnie nie pamięta już jak mam na imię. Ocknęłam się z transu i przeciskając się przez rzędy dotarłam do dziewczyn. - Hej gdzie ty tyle byłaś ? Co ci się w głowe stało ? - zapytała zdziwiona Patrycja. - Nie nic strasznego, poślizgnęłam się na podłodze i rozwaliłam sobie czoło. Pielęgniarka się mną zajęła. Już jest ok. - Nie chciałam mówić co dokładnie zaszło. - Monika się znalazła ? - zapytałam by jak najszybciej zmienić temat. - Taak, jestem. Dobrze że nic poważnego ci się nie stało. - odparła. Ustawiłam się na swoim miejscu pod sceną. Przyglądałam się Harremu. Nie wrzeszczałam już jak wcześniej. Po prostu kiwałam się na boki jak balon w powietrzu udając że chociaż trochę umiem tańczyć. Horan zbliżył się ku kraju sceny. Zauważył mnie i posłał mi szeroki uśmiech. Patrycja i reszta zaczęły piszczeć jak opętane. Ukratkiem odwzajemniłam się tym samym (uśmiechem) i dalej wygłupiałam się z towarzyszkami. 'I wish' , 'Gotta be you' i 'What makes you beautyful'. Cały czas czułam na sobie wzrok Stylesa. Dziwne uczucie. Dziwne ale wspaniałe. Kiedy zbliżał się słynny momęt piosenki chłopaki ustawili się tak jak zawsze w tym momencie. Harry stał teraz naprzeciwko mnie. Z nowu. Tak jak na korytarzu. Kilka razy na mnie zerkał. Ale tak jak na resztę szalejących fanów. Gdy kończył swoją część nachylił się nade mną i prosto w twarz wykrzyczał mi - You don't know, You're beautyful ! - Odskoczył z zadziornym uśmieszkiem, patrząc się na mnie, tak jakby czekał na moją reakcję. Zrobiłam się czerwona. Motyle w brzuchu zaczęły wariować. Dziewczyny popatrzyły się na mnie pytającym wzrokiem. - Ej, co to było ? Widziałaś jak się na ciebie popatrzył ?! - Krzykneła z radością w głosie Mariola. Patrycja i Kaja popatrzyły się tylko buro, ale chwile potem już nie zwracały na to uwagi i krzyczały dalej w strone chłopaków. 'C'mon,C'mon' i na zakończenie 'Last first kiss'. Chłopaki usiedli na kolumnach ustawionych na kraju sceny. - I jak się bawiliście ? - Zayn. - Byliście niesamowici ! - Liam. - Dziękujemy wam bardzo że mogliśmy dla was śpiewać ! Niesamowite. Sprawiamy wam wielką radość, a wy nam ! - Louis. - To wszystko jest takie szalone ! Kochamy was ! - Zayn. - Na koniec zapraszam na scenę Kornelie, której o mało nie zabiłem dziś drzwiami. Widzę że siedzi o tutaj w pierwszym rzędzie. - Harry. Co on powiedział że co ? On, on... on... woła mnie na scene ! Oniemiałam. Serce wariowało jak szalone. Dziewczyny dosłownie przeskanowały mnie wzrokiem. Monika i Eva się tylko cieszyły. Reszta miała bardzo zdziwione miny. Wokalista podszedł ku zamkniętej bramce przy schodkach na scenę. Otworzył ją i z uśmiechem czekał aż do niego w końcu dojdę. Objął mnie ramieniem i prowadził ku chłopakom. Czułam że muszę wyglądać jak burak. Paliłam się z radości. - Tak, patrzcie jak ją nasz Hazza urządził ! - zaśmiał się Lou. Łzy szczęścia napływały mi do oczu ale nie pozwoliłam im się wydostać na zewnątrz. Tłum wrzeszczał, krzyczał, piszczał. Pati i Kaja stały tylko jak wryte przyglądając się nam. Lokaty cały czas mnie obejmował. Przepowiedzieli jeszcze kilka zdań. Nie wiem już co bo byłam tak oszołomiona że słyszałam tylko jeden wielki szum. - Jeszcze raz dziękujemy bardzo ! Widzimy się jutro przed tym wspaniałym budynkiem ! Kochamy was ! - tylko tyle zdołałam usłyszeć. Większość reflektorów została wyłączona. Ekipa stała jeszcze chwile na środku czekając na to aż mnie Harry z powrotem odprowadzi na widownię. - Czekaj przy dużym czarnym busie jak zrobi się troche raźniej. - Szepnął mi do ucha i puścił przed schodkami. Zdążyłam tylko kiwnąć głową. Zgasły wszystkie światła nad sceną a zaświeciły się te nad widownią. Tłum jeszcze krzyczał długo po tym jak chłopaki zeszli ze sceny. - Dla czego nam nie powiedziałaś że to Harry Styles walnął cię drzwiami ?? - dopytywały. Kaja się tylko nie odzywała. Widziałam u niej zazdrość. Wydawało się że zaraz wybuchnie. - Nie wiem tak jakoś. Nie chciałam żebyście się poczuły tak jak Kaja teraz. - Popatrzyłyśmy się wszystkie na nią. - Co, co a jak ja się czuję ? Normalnie przecież ! - wymusiła sztuczny śmiech, ale tylko ja to dostrzegłam. - Dobra dziewczyny my musimy spadać tata na nas już czeka - powiedziała Eva. Wyściskałyśmy się nawzajem. - Spiszemy się na facebooku i smski. paa - Zostałyśmy we trzy (ja,Kaja i Pati). Jakoś wydostałyśmy się z sali na dwór. Dostrzegłam czarnego busa i niebieskie BMW wujka. Znowu nie chciałam mówić dziewczyną co planowałam zrobić. Doszłyśmy do samochodu. Wujek czekał przed nim. - I jak było ? Kornelia ! co ci się stało w głowę ? - zapytał wystraszony. - świetnie ! genialnie ! - wykrzyknęły dziewczyny jednocześnie. - Potknęłam się i upadłam, nic strasznego. - Towarzyszki dziwnie się na mnie popatrzyły. Wytłumaczyłam się i udałam że ktoś do mnie zadzwonił. - Wujkuu, bo zadzwoniła do mnie koleżanka, Natalia. Mówi że była też tutaj i czeka na rodziców. Prosi żebym do niej przyszła, bo ma jeszcze godzine czekania a jest sama. Mogę iść ?? Potem mnie odwiozą bo wiedzą gdzie mieszkacie. Proszę ! - zrobiłam maślane oczka i zaczęłam kołysać się na boki. - Na pewno ? Nie wymyślasz ? - wujek drążył. - A co ja bym mogła kombinować ? Tutaj ? Przecież ja nie znam tych okolic nawet - zbulwersowałam się troche. - Dobrze, ale jak tylko będzie się coś działo dzwoń, przyjadę po ciebie - uległ w końcu. - To my pojedziemy z panem, jesteśmy zbyt zmęczone. - odparła Kaja. - O tam stoi, idę. Pa nie bójcie się ! - obróciłam się i poszłam w strone zupełnie obcej mi dziewczyny. - Zadzwoń za jakiś czas. - Krzyknął wujek i odjechali. Okej, zniknęli z widoku. Zbiegłam ze schodów i udałam się w kierunku busa. Byłam troche zdenerwowana i wystraszona całą tą sytuacją, a mrok dorzucał swoje dwa grosze. Nie wiedziałam co ja tak dokładnie robię. Działałam pod wpływem impulsu. Nie myślałam racjonalnie. Przecież oni mogli mnie olać. Zostałabym sama w tych ciemnościach. Nie znałam nawet drogi do wujka. No cóż, już za późno na cokolwiek. Tyłem stanęłam przy czarnym pojeździe. Obserwowałam okolice. Po kilku sekundach drzwi za mną się rozsunęły i zostałam wciągnięta do busa. Wystraszyłam się troche ale jak usłyszałam głos Louisa uspokoiłam się. Chociaż serce i tak waliło mi sto razy mocniej. Wnętrze mega wypasione. Panował nieziemski zapach. Wręczyli mi słuchawki (te co na koncercie), sami mieli je już w uszach. Zostałam posadzona na bardzo wygodnym siedzeniu i poczęstowana gorącą kawą. Na przeciwko siedział tylko pan pasiasty i Harry. - Nom to o co chodzi ? - zapytałam z uśmiechem. - Bo wiesz bo Harry ... - czas, Loui oberwał łokciem w brzuch od loczka. - Chciałem się upewnić że jest wszystko ok, że się dobrze czujesz po tym wypadku - zakłopotał się trochę i kontem oka spojrzał na przyjaciela. Zabawnie to wyglądało. Zaczęłam się śmiać. - I tylko po to mnie tu ściągnąłeś ? - śmiałam się dalej. - Właśnie nie tylko po to ale on się bo... - pasiastemu kolejny raz się oberwało. - W sumie to tak. ... Albo raczej nie. - momentalnie spoważniał (Harry). Aż mi się słabo zrobiło. Co oni sugerowali ? Nie, ja nie wierzyłam dalej. Może to jakiś sen ? Nie, nie jednak nie sen. - Dowiem się w końcu o co chodzi ? - zapytałam niecierpliwiąc się. Styles i Tomlinson wymienili się tajemniczymi spojrzeniami. - To ja was zostawiam gołąbeczki. - Powiedział z szyderczym uśmiechem pasiasty i przedostał się do drugiej części busa, przegrodzonej ciemnym tworzywem (plastik, aluminium, nie wiem). Byłam cała czerwona, tak samo z resztą jak loczek. - Noo wal śmiało. Ty taka gwiazda nie umiesz się wysłowić ? - zaśmiałam się, on tylko prychną krótko i wbił swój wzrok w podłogę. Zrobiło się bardzo poważnie. - Bo wiesz.. ja.. Ja chyba coś.. - gwałtownie popatrzył się na mnie. Wyprostował się, pobłądził wzrokiem i wyprostowany poczochrał swoje włosy. - Chyba coś ? - naciskałam. On przysunął się bliżej mnie i ...
___________________________________________________________________________
pomyślałam że dodam jeszcze dziś bo jutro mogę nie mieć czasu na dodanie jakoś wcześniej niż przed 21. pozdrawiam i mam nadzieję że się podoba ;]
+ komentujcie,oceniajcie :d
Szłam przed siebie. Dalej nie wierzyłam w to co się stało. Nie dość że jestem na ich koncercie to w dodatku poznałam ich osobiście ! Cudowne przeżycie. Czułam motylki w brzuchu. Ale chyba nie tylko z tego że stałam z nimi oko w oko. Głównym powodem było to co zaszło między mną a Stylesem. Pytanie czy w ogóle coś zaszło ? Na chwile nie myślałam o nim jak o gwieździe z sławnego boys bandu tylko jak o normalnym chłopaku o którym nie marzą miliardy dziewczyn z całego świata. Ale czy choćby nawet udało nam się zbliżyć to miałoby to jakikolwiek sens. Ja w Polsce on w Londynie, zresztą nie tylko w Londynie. Trasy, koncerty. I przede wszystkim język. Ciężko byłoby się dogadać, a chodzenie non stop w słuchawkach nie byłoby takie łatwe przecież. Nie no co ja gadam, przecież douczyłabym się jeszcze troche angielsiego i byłoby dobrze. Nie, stop ! W ogóle o czym ja myślę ! On tylko zachował się jak należało. Pomógł mi bo z jego winy ucierpiałam. Tylko tyle. Nawet pewnie nie pamięta już jak mam na imię. Ocknęłam się z transu i przeciskając się przez rzędy dotarłam do dziewczyn. - Hej gdzie ty tyle byłaś ? Co ci się w głowe stało ? - zapytała zdziwiona Patrycja. - Nie nic strasznego, poślizgnęłam się na podłodze i rozwaliłam sobie czoło. Pielęgniarka się mną zajęła. Już jest ok. - Nie chciałam mówić co dokładnie zaszło. - Monika się znalazła ? - zapytałam by jak najszybciej zmienić temat. - Taak, jestem. Dobrze że nic poważnego ci się nie stało. - odparła. Ustawiłam się na swoim miejscu pod sceną. Przyglądałam się Harremu. Nie wrzeszczałam już jak wcześniej. Po prostu kiwałam się na boki jak balon w powietrzu udając że chociaż trochę umiem tańczyć. Horan zbliżył się ku kraju sceny. Zauważył mnie i posłał mi szeroki uśmiech. Patrycja i reszta zaczęły piszczeć jak opętane. Ukratkiem odwzajemniłam się tym samym (uśmiechem) i dalej wygłupiałam się z towarzyszkami. 'I wish' , 'Gotta be you' i 'What makes you beautyful'. Cały czas czułam na sobie wzrok Stylesa. Dziwne uczucie. Dziwne ale wspaniałe. Kiedy zbliżał się słynny momęt piosenki chłopaki ustawili się tak jak zawsze w tym momencie. Harry stał teraz naprzeciwko mnie. Z nowu. Tak jak na korytarzu. Kilka razy na mnie zerkał. Ale tak jak na resztę szalejących fanów. Gdy kończył swoją część nachylił się nade mną i prosto w twarz wykrzyczał mi - You don't know, You're beautyful ! - Odskoczył z zadziornym uśmieszkiem, patrząc się na mnie, tak jakby czekał na moją reakcję. Zrobiłam się czerwona. Motyle w brzuchu zaczęły wariować. Dziewczyny popatrzyły się na mnie pytającym wzrokiem. - Ej, co to było ? Widziałaś jak się na ciebie popatrzył ?! - Krzykneła z radością w głosie Mariola. Patrycja i Kaja popatrzyły się tylko buro, ale chwile potem już nie zwracały na to uwagi i krzyczały dalej w strone chłopaków. 'C'mon,C'mon' i na zakończenie 'Last first kiss'. Chłopaki usiedli na kolumnach ustawionych na kraju sceny. - I jak się bawiliście ? - Zayn. - Byliście niesamowici ! - Liam. - Dziękujemy wam bardzo że mogliśmy dla was śpiewać ! Niesamowite. Sprawiamy wam wielką radość, a wy nam ! - Louis. - To wszystko jest takie szalone ! Kochamy was ! - Zayn. - Na koniec zapraszam na scenę Kornelie, której o mało nie zabiłem dziś drzwiami. Widzę że siedzi o tutaj w pierwszym rzędzie. - Harry. Co on powiedział że co ? On, on... on... woła mnie na scene ! Oniemiałam. Serce wariowało jak szalone. Dziewczyny dosłownie przeskanowały mnie wzrokiem. Monika i Eva się tylko cieszyły. Reszta miała bardzo zdziwione miny. Wokalista podszedł ku zamkniętej bramce przy schodkach na scenę. Otworzył ją i z uśmiechem czekał aż do niego w końcu dojdę. Objął mnie ramieniem i prowadził ku chłopakom. Czułam że muszę wyglądać jak burak. Paliłam się z radości. - Tak, patrzcie jak ją nasz Hazza urządził ! - zaśmiał się Lou. Łzy szczęścia napływały mi do oczu ale nie pozwoliłam im się wydostać na zewnątrz. Tłum wrzeszczał, krzyczał, piszczał. Pati i Kaja stały tylko jak wryte przyglądając się nam. Lokaty cały czas mnie obejmował. Przepowiedzieli jeszcze kilka zdań. Nie wiem już co bo byłam tak oszołomiona że słyszałam tylko jeden wielki szum. - Jeszcze raz dziękujemy bardzo ! Widzimy się jutro przed tym wspaniałym budynkiem ! Kochamy was ! - tylko tyle zdołałam usłyszeć. Większość reflektorów została wyłączona. Ekipa stała jeszcze chwile na środku czekając na to aż mnie Harry z powrotem odprowadzi na widownię. - Czekaj przy dużym czarnym busie jak zrobi się troche raźniej. - Szepnął mi do ucha i puścił przed schodkami. Zdążyłam tylko kiwnąć głową. Zgasły wszystkie światła nad sceną a zaświeciły się te nad widownią. Tłum jeszcze krzyczał długo po tym jak chłopaki zeszli ze sceny. - Dla czego nam nie powiedziałaś że to Harry Styles walnął cię drzwiami ?? - dopytywały. Kaja się tylko nie odzywała. Widziałam u niej zazdrość. Wydawało się że zaraz wybuchnie. - Nie wiem tak jakoś. Nie chciałam żebyście się poczuły tak jak Kaja teraz. - Popatrzyłyśmy się wszystkie na nią. - Co, co a jak ja się czuję ? Normalnie przecież ! - wymusiła sztuczny śmiech, ale tylko ja to dostrzegłam. - Dobra dziewczyny my musimy spadać tata na nas już czeka - powiedziała Eva. Wyściskałyśmy się nawzajem. - Spiszemy się na facebooku i smski. paa - Zostałyśmy we trzy (ja,Kaja i Pati). Jakoś wydostałyśmy się z sali na dwór. Dostrzegłam czarnego busa i niebieskie BMW wujka. Znowu nie chciałam mówić dziewczyną co planowałam zrobić. Doszłyśmy do samochodu. Wujek czekał przed nim. - I jak było ? Kornelia ! co ci się stało w głowę ? - zapytał wystraszony. - świetnie ! genialnie ! - wykrzyknęły dziewczyny jednocześnie. - Potknęłam się i upadłam, nic strasznego. - Towarzyszki dziwnie się na mnie popatrzyły. Wytłumaczyłam się i udałam że ktoś do mnie zadzwonił. - Wujkuu, bo zadzwoniła do mnie koleżanka, Natalia. Mówi że była też tutaj i czeka na rodziców. Prosi żebym do niej przyszła, bo ma jeszcze godzine czekania a jest sama. Mogę iść ?? Potem mnie odwiozą bo wiedzą gdzie mieszkacie. Proszę ! - zrobiłam maślane oczka i zaczęłam kołysać się na boki. - Na pewno ? Nie wymyślasz ? - wujek drążył. - A co ja bym mogła kombinować ? Tutaj ? Przecież ja nie znam tych okolic nawet - zbulwersowałam się troche. - Dobrze, ale jak tylko będzie się coś działo dzwoń, przyjadę po ciebie - uległ w końcu. - To my pojedziemy z panem, jesteśmy zbyt zmęczone. - odparła Kaja. - O tam stoi, idę. Pa nie bójcie się ! - obróciłam się i poszłam w strone zupełnie obcej mi dziewczyny. - Zadzwoń za jakiś czas. - Krzyknął wujek i odjechali. Okej, zniknęli z widoku. Zbiegłam ze schodów i udałam się w kierunku busa. Byłam troche zdenerwowana i wystraszona całą tą sytuacją, a mrok dorzucał swoje dwa grosze. Nie wiedziałam co ja tak dokładnie robię. Działałam pod wpływem impulsu. Nie myślałam racjonalnie. Przecież oni mogli mnie olać. Zostałabym sama w tych ciemnościach. Nie znałam nawet drogi do wujka. No cóż, już za późno na cokolwiek. Tyłem stanęłam przy czarnym pojeździe. Obserwowałam okolice. Po kilku sekundach drzwi za mną się rozsunęły i zostałam wciągnięta do busa. Wystraszyłam się troche ale jak usłyszałam głos Louisa uspokoiłam się. Chociaż serce i tak waliło mi sto razy mocniej. Wnętrze mega wypasione. Panował nieziemski zapach. Wręczyli mi słuchawki (te co na koncercie), sami mieli je już w uszach. Zostałam posadzona na bardzo wygodnym siedzeniu i poczęstowana gorącą kawą. Na przeciwko siedział tylko pan pasiasty i Harry. - Nom to o co chodzi ? - zapytałam z uśmiechem. - Bo wiesz bo Harry ... - czas, Loui oberwał łokciem w brzuch od loczka. - Chciałem się upewnić że jest wszystko ok, że się dobrze czujesz po tym wypadku - zakłopotał się trochę i kontem oka spojrzał na przyjaciela. Zabawnie to wyglądało. Zaczęłam się śmiać. - I tylko po to mnie tu ściągnąłeś ? - śmiałam się dalej. - Właśnie nie tylko po to ale on się bo... - pasiastemu kolejny raz się oberwało. - W sumie to tak. ... Albo raczej nie. - momentalnie spoważniał (Harry). Aż mi się słabo zrobiło. Co oni sugerowali ? Nie, ja nie wierzyłam dalej. Może to jakiś sen ? Nie, nie jednak nie sen. - Dowiem się w końcu o co chodzi ? - zapytałam niecierpliwiąc się. Styles i Tomlinson wymienili się tajemniczymi spojrzeniami. - To ja was zostawiam gołąbeczki. - Powiedział z szyderczym uśmiechem pasiasty i przedostał się do drugiej części busa, przegrodzonej ciemnym tworzywem (plastik, aluminium, nie wiem). Byłam cała czerwona, tak samo z resztą jak loczek. - Noo wal śmiało. Ty taka gwiazda nie umiesz się wysłowić ? - zaśmiałam się, on tylko prychną krótko i wbił swój wzrok w podłogę. Zrobiło się bardzo poważnie. - Bo wiesz.. ja.. Ja chyba coś.. - gwałtownie popatrzył się na mnie. Wyprostował się, pobłądził wzrokiem i wyprostowany poczochrał swoje włosy. - Chyba coś ? - naciskałam. On przysunął się bliżej mnie i ...
___________________________________________________________________________
pomyślałam że dodam jeszcze dziś bo jutro mogę nie mieć czasu na dodanie jakoś wcześniej niż przed 21. pozdrawiam i mam nadzieję że się podoba ;]
+ komentujcie,oceniajcie :d
Rozdział 6
Trach. Dostałam otwieranymi drzwiami. Wpadłam na ścianę i zaślizgłam się po niej na ziemię trzymając się bolącego czoła. Nie było to delikatne otwieranie tylko ewidentnie jakby ktoś tylko czyhał na to żeby kogoś nimi zaatakować. Słuchawki mi wyleciały z uszów. Nic nie słyszałam ani nie widziałam. Oczy mimowolnie zalały mi się łzami. Widziałam tylko jakieś postacie w mgle. Po krótkiej chwili udało mi się jako tako dojść do siebie. Przecierałam jeszcze oczy dłoniami aż całkiem normalnie będę widzieć. Ktoś koło mnie klęknął. Nie był to żaden polak bo praktycznie nic nie rozumiałam. Nawijał po angielsku. Rozumiałam tylko - Nic ci nie jest. Strasznie przepraszam. Przepraszam. Nie wiedziałem że tu ktoś może być. - Głos wydawał się być znajomy ale mój mózg był nieco przytłumiony, żeby domyślić się skąd go znam. Twarz dalej chowałam w rękach, z całych sił próbując jak najszybciej wstać na równe nogi. Oprawca, tak przypuszczam, podał mi zmoczoną chusteczkę i cały czas trzymał za ramię. Cisze przerwał też znajomy mi głos - ok,you wait here until she comes to herself and we jump something quick to eat. - Co znaczyło chyba - To ty tu z nią zostań a my skoczymy coś szybko zjeść. - I reszta oddaliła się. Słyszałam tylko szum w uszach. Po kilku minutach poczułam że w miare normalnie widze. Mgła zginęła. Podniosłam głowe i aż mnie zatkało. Serce biło tak samo, a nawet jeszcze bardziej niż przed koncertem. Znowu siało mi się w głowie. Zdołałam tylko otworzyć usta. W pośpiechu założyłam słuchawki. Moim oprawcą był nie kto inny jak sam Harry Styles. Ten Harry z zespołu One Direction ! Czułam jak moje ramie mięknie pod wpływem ciepła jego dłoni spoczywającej na nim. Byłam w totalnym szoku. Aż w końcu wybił mnie z transu - hej, już w porządku ? haaloo. Żyjesz ? - tłumaczyło urządzenie w moich uszach. Przetrzepało mnie. Potrząsnęłam głową i postanowiłam nie zachowywać się jak jakaś stuknięta fanka. Wyciągnęłam z kieszenie sprzęcik (słuchawki tłumaczące) które wcześniej dala mi do przechowania Monika, ustawiłam na tłumaczenie z polskiego na angielski i dałam Harremu. On szybko załapał o co chodzi włożył do uszów i z szerokim uśmiechem siadł obok mnie. Byłam w niebie po prostu. Postanowiłam działać i w końcu się odezwać. - Tak tak, już jest w miarę dobrze. Głowa mnie troche boli ale co tam, zawsze marzyłam dostać drzwiami od sławnej osoby. - Uśmiechnęłam się ironicznie. Chwile nie wiedział o co chodzi ale potem musiało mu dopiero przetłumaczyć bo zaczął się śmiać, a ja razem z nim. - Przepraszam jeszcze raz. Nie miałem pojęcia że ktoś tutaj będzie. Wejść możemy tutaj tylko my i nasza ekipa. Właśnie. Jak ty tu w ogóle trafiłaś ? - spytał i zrobił zdziwioną mine. - Hm. wyszłam z koleżanką do łazienki. Zgubiła się i potem kazała mi iść w strone pomieszczenia do którego nie ma kolejki. Zmyliły mnie te tabliczki na ścianach, myślałam że tędy trafie do tej łazienki ale zanim zdążyłam się przekonać że jednak źle trafiłam zaatakowały mnie drzwi. - Z nowu buchnął śmiechem i zrobił się cały czerwony. Jak on się słodko śmieje i te dołeczki. Oparłam się o sciane i patrzyłam w sufit, czułam na czole coś ciepłego. Nie byłam teraz w stanie o tym myśleć, przecież siedziałam na korytarzu z gwiazdą 1D ! Kontem oka zauważyłam że wpatruje się we mnie. Udawałam jednak że tego nie widze. Po krótkiej chwili w ciszy pochylił się nade mną i z przymrużonymi oczami przyglądał się mojemu człu. Zmierzyłam go zdziwionym wzrokiem. Odchylił się sięgnął do kieszenie po chusteczke i stwierdził - nie wygląda to źle, ale przyjemne to to nie jest. - Nie wiedziałam o co chodzi. Dotknełam się w miejsce które przykuło jego szczególną uwagę. Zorientowałam się że mam krew na ręce. Wystraszyłam się troche i byłam mocno zdezorientowana. Harry sparł się na moich zgiętych kolanach i miękką chusteczką delikatnie pozbywał się krwi z rany i jej okolić (czoła). W tym samym czasie ja zmywałam czerwoną ciecz z ręki mokrą chusteczką daną mi wcześniej prawdopodobnie przez Louisa. Louisa ! I znowu moje serce oszalało. Moja ręka była już czysta. Czoło chyba też bo oprawca się odsunął i znowu stwierdził - no i ślicznie - po tych słowach pokazał rząd białych zębów i spojrzał mi prosto w oczy. Miałam wstawać ale jego zielone oczy nie pozwoliły mi na to paraliżując całe moje ciało. To było takie niesamowite. - Nie wiedziałam że prócz piosenkarza jesteś też świetnym ratownikiem - Uśmiech pojawił się na naszych ustach. - No cóż, trzeba być przygotowanym na każdego rodzaju niespodzianki. W końcu nie na co dzień nokautuje się ładne panienki drzwiami. - W tym momencie poczułam jak gorąc bucha na mnie od środka. Czy on powiedział ładne panienki ? Momentalnie spuściłam głowe na dół by nie dostrzegł moich rumieńcy. Zaśmiał się tylko cicho, wstał i wyciągną do mnie ręke. Powędrowałam za nim wzrokiem i przyjęłam pomoc z jego strony. Ani się obejrzeć stałam na przeciwko niego. Wsadził ręce do kieszeni, wydawał się jeszcze wyższy niż do tej pory, z szerokim uśmiechem na twarzy wpatrywał się we mnie. Nie wiedziałam gdzie mam się patrzeć. Moje oczy błądziły, byleby nie spotkały się z jego. - Peszę cię - odparł uśmiechając się jeszcze bardziej. - Wiesz, nie na co dzień stoi się oko w oko z mega gwiazdą - Prysneliśmy śmiechem. - Dzięki że mi pomogłeś się ogarnąć. - powiedziałam te słowa i stało się, nasze spojrzenia się spotkały. Jego uśmiech nieco zbladł. - Nie masz za co dziękować. W końcu to przeze mnie ucierpiałaś. Nie mogłem cie tak po prostu przeprosić i zostawić. - Mówił bardzo poważnie. Ciarki przeszyły mnie po plecach. Staliśmy tak chwile uśmiechając się do siebie. Gdy już powoli zaczęłam błądzić myślami postanowiła przerwać cisze - Kornelia jestem. - Chwycił moją dłoń i uśmiechnął się. - Harry, ale to już raczej wiesz. - Puściłam go, on mnie i zaczęliśmy się śmiać. Popatrzyłam na zegarek. Minęło dopiero niecałe 20 minut. Myślałam że cała wieczność. Usłyszałam śmiechy i głośne gadanie. Obejrzałam się za siebie i dostrzegłam Louis'a, Niall'a, Liam'a, Zayn'a i dwóch ochroniarzy dumnie kroczących za nimi. Po prostu zdębiałam. Stanęli obok nas, a uśmiechy nie schodziły im z twarzy. - O i jak się czujesz ... nieznajoma, po bliskim spotkaniu z drzwiami ? - spytał Louis. Z rumieńcem na policzkach odpowiedziałam nie pewnie - good - i pokazałam kciuka do góry. Zaśmiali się. Liam powiedział że muszą się już zbierać bo przerwa się chwile temu skończyła. Niall przechodząc obok położył ręke na moim ramieniu i powiedział - taki to nasz Harry już jest. Ma dziwne sposoby na porywanie ale zawsze skuteczne. - Zabrał ręke, puścił mi oczko i udał się za chłopakami do garderoby. Kolejny raz się zarumieniłam. Za dużo emocji jak na jeden raz. Harry śmiejąc się wciąż stał przede mną. Uśmiechając się spuściłam wzrok i z powrotem skierowałam go na loczka. Ku mojemu zdziwieniu był nieco zaczerwieniony. Toczyła się wojna uśmiechów. On wygrywał i to z wielką przewagą.
*Harry*
Stałem tak przed nią. Serce biło mi bardzo szybko. Co się dzieje ? Przecież to zupełnie obca mi dziewczyna. Polka. Zgrabna sylwetka, długie włosy zakrywały dekolt, piękne, brązowe, szkliste oczy przeżynały mnie na wylot, policzki miała zarumienione i ta blizna na czole. Toczyliśmy wojne na uśmiechy. Ona wygrywała i to z wielką przewagą. Tak pięknie się śmiała. Naturalna. Normalna. Nie piszczała po każdym moim słowie. Sprawiała wrażenie jakby po prostu nie ruszało ją to kim jestem. Poczułem się jak normalny chłopak, nie żadna gwiazda. Mogłem tak stać i stać, ale niestety musiałem iść już na scenę. Widzowie się już niecierpliwili. Przybiegł jeszcze Louis z dwoma plastrami. Chwycił Kornelie za ramiona i skierował w jego strone. Odgarnął włosy i zaczął przyklejać opatrunek na jej ranę. - Pokarz mi się tu mała. Trzeba zabezpieczyć żeby ci się jakieś nieproszone zakażenie nie wdało. - Dokładnie ją opatrzył, uśmiechnął się i Loui jak to Loui dał buziaka w policzek i z szerokim uśmiechem udał się z powrotem do garderoby, wołając jeszcze do mnie żebym się pospieszył. Ona się tylko uśmiechała. Była tak słodko czerwona. - Mogę cię przytulić ? - zapytałem nieśmiało. Uśmiechnęła się szyderczo i rozłożyła ręce. Przybliżyłem się do niej i objąłem ją za szyję. Pachniała tak pięknie. Odsunąłem się od niej i powiedziałem - nie wiem jak ci się odpłacę za tą bliznę. Trzymaj się piekna - rzuciłem szerokim uśmiechem i w biegu ruszyłem za chłopakami wychodzącymi na scenę. Zanim złapały mnie reflektory obejrzałem się za siebie. Ona, Kornelia wciąż tam stała. Jej dłonie spoczywały na policzkach. Przepiękny widok. Ułamek sekundy, oświetliła mnie pierwsza lampa, a ona ruszyła prawdopodobnie na widownie.
*Harry*
Stałem tak przed nią. Serce biło mi bardzo szybko. Co się dzieje ? Przecież to zupełnie obca mi dziewczyna. Polka. Zgrabna sylwetka, długie włosy zakrywały dekolt, piękne, brązowe, szkliste oczy przeżynały mnie na wylot, policzki miała zarumienione i ta blizna na czole. Toczyliśmy wojne na uśmiechy. Ona wygrywała i to z wielką przewagą. Tak pięknie się śmiała. Naturalna. Normalna. Nie piszczała po każdym moim słowie. Sprawiała wrażenie jakby po prostu nie ruszało ją to kim jestem. Poczułem się jak normalny chłopak, nie żadna gwiazda. Mogłem tak stać i stać, ale niestety musiałem iść już na scenę. Widzowie się już niecierpliwili. Przybiegł jeszcze Louis z dwoma plastrami. Chwycił Kornelie za ramiona i skierował w jego strone. Odgarnął włosy i zaczął przyklejać opatrunek na jej ranę. - Pokarz mi się tu mała. Trzeba zabezpieczyć żeby ci się jakieś nieproszone zakażenie nie wdało. - Dokładnie ją opatrzył, uśmiechnął się i Loui jak to Loui dał buziaka w policzek i z szerokim uśmiechem udał się z powrotem do garderoby, wołając jeszcze do mnie żebym się pospieszył. Ona się tylko uśmiechała. Była tak słodko czerwona. - Mogę cię przytulić ? - zapytałem nieśmiało. Uśmiechnęła się szyderczo i rozłożyła ręce. Przybliżyłem się do niej i objąłem ją za szyję. Pachniała tak pięknie. Odsunąłem się od niej i powiedziałem - nie wiem jak ci się odpłacę za tą bliznę. Trzymaj się piekna - rzuciłem szerokim uśmiechem i w biegu ruszyłem za chłopakami wychodzącymi na scenę. Zanim złapały mnie reflektory obejrzałem się za siebie. Ona, Kornelia wciąż tam stała. Jej dłonie spoczywały na policzkach. Przepiękny widok. Ułamek sekundy, oświetliła mnie pierwsza lampa, a ona ruszyła prawdopodobnie na widownie.
Rozdział 5
Obudziłyśmy się prawie równocześnie koło godziny 7:30. To już dziś ! Już dziś idziemy na koncert. Koncert One Direction. Piątki najprzystojniejszych chłopaków świata. Podekscytowane wymieniłyśmy kilka zdań i postanowiłyśmy zejść na śniadanie. Na dole nikogo nie było, wiec było to jednoznaczne z tym że musiałyśmy sobie same nastroić coś do jedzenia. Miałyśmy wyśmienite humory więc stwierdziłyśmy że jak już robimy tosty dla siebie to zrobimy dla wszystkich. Narobimy się trochę ale przy najmniej odwdzięczymy sie w ten sposób za nocleg i w ogóle wszystko. Po niecałej godzinie największa miska była już pełna tostów, a chwile potem wszyscy siedzieli już przy stole zajadając się nimi. Śmialiśmy się, rozmawialiśmy, opowiadaliśmy co się wydarzyło przez te kilka lat kiedy się nie widzieliśmy z rodziną mieszkającą w Niemczech. Miło było. Dziewczyny (Kaja i Patrycja) wyraźnie nie krępowały się obecnością nieznajomych ludzi (mojej cioci,wujka i kuzynów). Ani się nie obejrzałyśmy a była już godzina 13:00. Ciocia z mamą poszły robić obiad. Tata, wujek i najstarszy z kuzynostwa Kamil poszli na taras. Ja, Kaja, Patrycja poszłyśmy na górę do swojego pokoju. Michał i Sebek siedzieli na kanapie i oglądali telewizor. W okamgnieniu minęła godzina. Sebek zwołał nas na obiad i znowu wszyscy siedzieliśmy przy stole zajadając się pysznościami przyrządzonymi przez najstarsze kobiety w towarzystwie. W takim stanie siedzieliśmy az do 15:30. Kuzyni zadeklarowali się że posprzątają po obiedzie, a więc my miałyśmy wolne i poszłyśmy się przygotowywać na koncert który miał się odbyć już za niecałe 2 godziny. O 16:30 zeszłyśmy na dół gotowe. Wujek stwierdził że nas zawiezie wcześniej żebyśmy zajęły jak najlepsze miejsca. W samochodzie nie mogłyśmy się uspokoić. Dosłownie trzęsłyśmy się z radości. Szybko podjechaliśmy pod ogromny budynek, World Berlin. O dziwo było bardzo pusto i cicho jak na taką imprezę. Można by rzec że żaden koncert nie miał się odbyć. Wyszliśmy z auta i naszym oczom ukazał się wielki bilbord. Przykuł naszą uwagę bo było na nim wyświetlone zdjęcie 1D i opis koncertu. Ku naszemu zdziwieniu okazało się że koncert został przełożony o godzinę później. I już było wszystko jasne dla czego jest tak mało osób w około. Wszyscy byli jeszcze pewnie pod hotelem chłopaków. Wujek doradził nam żebyśmy udały się już do środka bo jest idealna okazja by zająć jak najlepsze miejsca. Tak też zrobiłyśmy. Kasjerzy byli już na swoich miejscach i przyjmowali bilety od nielicznych grup ludzi. Wujek jak to wujek wcisnął mi jeszcze kilka drobnych, pożegnał się z nami i pojechał do domu. Zdenerwowane udałyśmy się do jednej z kasjerek. Przyjęła bilety, dała słuchawki które w razie czego miały tłumaczyć nam słowa chłopaków i pokazała nam wolne rzędy w sektorze przy samej scenie. Ucieszone i niesamowicie podekscytowane udałyśmy się na wielką salę i zajęłyśmy trzy miejsca na środku pierwszego rzędu. Byłyśmy pod samą sceną ! Dosłownie miałyśmy ją na wyciągnięcie ręki. Niesamowite. Czas mijał, przybywało ludzi. Usadowiło się obok nas kilka sympatycznych dziewczyn które jak się okazało po krótkiej rozmowie też są z Polski. Wybiła 18:30. Sala była już pełna. Na szczęście dzięki rzędom foteli każdy miał swoje miejsce i nie powodowało to tłoku i ciasnoty. Rozmawiałyśmy a właściwie przekiwałyśmy się z nowo poznanymi dziewczynami. Było bardzo głośno. Wszyscy tylko wywoływali chłopaków na scenę. Dzięki specjalnym słuchawkom rozumiałyśmy co inne dziewczyny (nie z Polski) mówią. Jeszcze tylko 5 minut. Jeszcze tylko chwila i już ujrzymy chłopaków na scenie. Już za chwile będziemy skakać w rytm ich piosenek. Na żywo !... Nagle, zgasły światła. Zapanowała cisza. Około 5 minut panowała taka atmosfera aż tu nagle, zabłysły światła na scenie. Sztuczny dym unosił się w powietrzu. Cała piątka wyskoczyła spod sceny zaczynając piosenką 'One way or another'. Tłum piszczał. Nie powiem bo my też nie byłyśmy cicho. Byli tak blisko. Niesamowicie blisko ! Biegali po scenie, skakali, a co najważniejsze śpiewali. Nie mogłam w to wszystko uwierzyć. Wyciągałyśmy ręce przed siebie próbując ich dotknąć, sięgnąć do nich. Nie udawało się wiadome. Skończyli pierwszą piosenkę. Głośno się przywitali i każdy powiedział coś na temat tego koncertu. Np: Niall - jesteśmy strasznie szczęśliwi że możemy tu być, śpiewać dla tak wspaniałych fanów. - Liam - Nie było nas tutaj jeszcze, mamy nadzieje że będziecie się dobrze bawić, tak jak my ! To wszystko jest takie szalone ! - Ktoś na prawde pomysłowy wymyślił słuchawki które tłumaczą z innych języków na twój. Strasznie mu za to dziekuję, bo pewnie nie rozumiałabym wszystkiego z ich przemówiem tak jak większość ludzi z resztą. Kolejna piosenka to 'Up all night', potem 'Last first kiss'. Było strasznie gorąco. Nie minęło jeszcze nawet pół koncertu, a my już padałyśmy z nóg. Serca biły jak oszalałe. 'Kiss you' i 10 minutowa przerwa. Patrycja z Jessiką (nowo poznaną Niemką) poszły po coś do picia. Ja, Kaja, Monika (nowo poznana polka), Eva (niemka) i Mariola (polka) odpoczywałyśmy na dość wygodnych fotelach. Co prawda połowa ludzi wyszła z sali, ale i tak było głośno. Gdy przerwa się już kończyła, dziewczyny w końcu wróciły z colą. Zdążyłyśmy łyknąć po łyku i zerwałyśmy się na równe nogi gdy zadudniła perkusja dające znak że teraz będzie piosenka 'Rock me'. Na scene powolnym krokiem, śpiewając wkroczył Harry. Gdy doszedł do połowy i skończył swoja kwestię wbiegła reszta. Tłum krzyczał. Śpiewał, wykrzykiwał słowa piosenki. My z resztą też. To wszystko było niesamowite. Kolejny utwór coś wolnego 'Chenge my mind'. Spokojnie spacerowali po scenie, przyglądając się każdemu z widowni. Byli tacy magiczni w blasku tych wszystkich reflektorów. Aż dreszcze przechodziły po całym ciele. Muzyka zamilkła. Odezwał się Louis - i jak się bawicie ?! - Wykrzyczeliśmy coś wszyscy, nawet nie zrozumiałam co, ale to był chyba tylko taki okrzyk potwierdzalny świetną zabawę. Muzyka zaczęła z powrotem grać. Chłopaki ustawili się obok siebie na środku sceny. Klaskali w rytm 'Live while we're young' pokazując nam żebyśmy dalej to robili, a oni rozproszyli się po scenie i zaczeli śpiewać. 'More than this' i kolejna przerwa, tym razem 20 minutowa. Monika chciała iść do łazienki więc poszłam z nią. Ciasno, tłok, przepychanki. Ułamek sekundy i gdy się obejrzałam Moniki już za mną nie było. Rozglądałam się chwile stojąc, ale nie dostrzegłam jej nigdzie. Po chwili dostałam sms'a - idź do łazienki tam na wprost gdzie nie ma kolejki. Czekam, a jak nie to widzimy się przy scenie, Monika :* - Rozglądnęłam się i skierowałam w strone jakiegoś korytarza. Zobaczyłam tabliczke z jakimś napisem, nie wiem co tam pisało bo było to w języku niemieckim, a nie poznaliśmy w szkole chyba takich słówek. Pod spodem było kółko i trójkąt. Od razu skojarzyłam że to chodzi o ubikację. Podążyłam za strzałkami. Jakieś głośne rozmowy usłyszałam zza oznaczonych drzwi. Pomyślałam że dobrze trafiłam. Już miałam chwytać za klamkę aż tu nagle ...
____________________________________________________________________
he :p oceniajcie te moje wypociny :d pozdrawiaam :* można pytać :]
____________________________________________________________________
he :p oceniajcie te moje wypociny :d pozdrawiaam :* można pytać :]
Rozdział 4
Weekend minął bardzo szybko. Poniedziałek też. jeszcze tylko 3 dni do wyjazdu a ja wciąż nie mam dla kogo poświęcić drugiego biletu.
Środa. Jest po trzeciej lekcji. Siedzimy z dziewczynami na korytarzu. Próbowałam namówić Majke ale nie miałam już siły. Ciągle mówiła 'nie'. Zrezygnowałam w końcu. Pod wpływem impulsu krzyknęłam - Kto jedzie ze mną na koncert One Direction ?? Mam wolny jeden bilet ! - Nikt zbytnio nie zwrócił na to uwagi bo dziewczyny zanim dokończyłam zdanie zaczęły się śmiać. Dołączyłam do nich i śmiałyśmy się z tego wszystkiego. Jednak mi szczerze nie było do śmiechu. Na następnej przerwie przyszły do mnie Kaja i Patrycja, oznajmiły mi że też wybierały sie na ten koncert tylko zabrakło jednego biletu, dla Patrycji. Pomyślałam chwile. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Nie koleżankowałyśmy się tak strasznie. Nie miałam odwagi zaproponować im wspólnego wyjazdu ale po krótkiej chwili Patrycja sama sie odezwała - I my pomyślałyśmy że mogłabym kupić od ciebie ten bilet i pojechałybyśmy razem. Co ty na to ? - Ulżyło mi że sama to zaproponowała. Uśmiechnęłam się i odpowiedziałam - Oo. Mogłoby tak być. W sumie dla czego by nie ?! - Dziewczyny jak do tąd stały naprzeciwko mnie, gdy się zgodziłam usiadły obok mnie. - To sie cieszę. Miałyśmy jechać z rodzicami Kai. - odezwała się w końcu Patrycja z wielkim uśmiechem na twarzy. Ja miałam zamiar jednak jechać tam na dłużej niż tylko na dwa dni tak jak one planowały. - Mam rodzinę w Niemczech. Mieszkają własnie w Berlinie. Mam juz załatwiony nocleg u nich. Nie musiałybyśmy się plątać po hotelach. - Zamyśliły się. Ja też. Kaja w końcu zapytała - A co z dojazdem ? - Zadumałam się na chwile i w końcu plan przyszedł mi do głowy ale muszę porozmawiać o nim z rodzicami. - Zadzwonię do was zaraz po szkole. Musze pogadać z rodzicami.- Dziewczyny na to że okej i poszłyśmy na ostatnią lekcje. Matematyka szybko zleciała. Los chciał że przyjechali po mnie oboje, mama i tata. Od razu zaczęłam przedstawiać im całą sytuację. Zgodzili sie bez problemu. Zadzwonili tylko do wujka by oznajmić że będzie o jedną osobę więcej, ponieważ zamiast jednej koleżanki biorę dwie. Wszystko załatwione, dziewczyny też poinformowane.
Czwartek. Każdą przerwę między lekcjami Kaja i Patrycja przesiedziały ze mną. Obawiałam się co do stosunku między nami ale zapowiadało sie być miło. Po szkole szybko do domu i kończenie pakowania się. Koło godziny 18:00 przyjechały dziewczyny. Tata obgadał jeszcze wszystko z rodzicami Patrycji, zapakował walizki i o 19:00 mogliśmy ruszać. Jechaliśmy naszym czarnym sprinterem więc miałyśmy z dziewczynami dużo miejsca z tyłu. Przyciemniane szyby powodowały że jechało się bardzo przyjemnie. Siedziałam miedzy nimi. Rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się. Nigdy wcześniej nie miałyśmy ze sobą takiego kontaktu. Byłam pod wielkim wrażeniem. Dochodziła godzina 24. Jak dotąd był tylko jeden przystanek na stacji paliwowej. Nie chcieliśmy tracić czasu. Jechało się w sumie dość szybko, ponieważ o takiej porze mało samochodów jeździ po drogach. Koło godziny 1:00 ułożyłyśmy się wygodnie na tylnym siedzeniu i zasnęłyśmy. O godzinie 6:00 obudził nas szum wydawany przez przejeżdżające tiry. Staliśmy na stacji, ponieważ tata chciał się trochę przespać. Tyle czasu za kółkiem jest bardzo meczące. Koło godziny 7:15 ruszyliśmy w dalszą drogę. Czekało nas jeszcze dość sporo godzin jazdy. Nie mogłyśmy z dziewczynami uwierzyć że to właśnie już jutro jest koncert One Direction w Berlinie i my na niego jedziemy. Coś wspaniałego, naprawdę ! Stawaliśmy jeszcze co jakiś czas na stacjach by coś zjeść i rozprostować kości, chociaż kilka razy nie wychodziłyśmy z samochodu twierdząc że trzeba się wysiedzieć bo jutro czeka nas bardzo długie stanie i zapewne skakanie. Miło się jechało, powiem to jeszcze raz bo na prawdę nie mogłam też uwierzyć że tak dobrze się dogadujemy.
Koło godziny 18:30 dojechaliśmy do domu mojego wujka. Trafiliśmy bez problemu. Przywitali nas pyszną kolacją. W trakcie spożywania dużo rozmawialiśmy. Byłyśmy zmęczone z dziewczynami, chciałyśmy iść do wygodnego łóżka, otulić się mięciutką pierzynką, zasnąć i obudzić się już na sali koncertowej, ale niegrzecznie było by tak odejść od stołu, a poza tym nie wiedziałyśmy gdzie iść. Długo nie musiałyśmy czekać, ciocia spostrzegła że dosłownie zasypiamy przy stole. Zaprowadziła nas do pokoju w którym miałyśmy się usadowić. Duży, kolorowy pokój z trzema łóżkami ułożonymi obok siebie, zaścielonymi pościelami w różno kolorowe wzory. Nasze walizki były już przyniesione i ułożone przy dużej, kremowej szafie. Nie miałyśmy siły nawet na to żeby iść orzeźwić się pod prysznicem. Runęłyśmy na łóżka jak wysadzane bloki i w oka mgnieniu zasnęłyśmy.
____________________________________________________________
nom, akcja zaczyna się rozkręcać :p jest już ktoś kto czeka na kolejne rozdziały ? pisać w komentarzach ;) he, życzę miłego czytania.
Środa. Jest po trzeciej lekcji. Siedzimy z dziewczynami na korytarzu. Próbowałam namówić Majke ale nie miałam już siły. Ciągle mówiła 'nie'. Zrezygnowałam w końcu. Pod wpływem impulsu krzyknęłam - Kto jedzie ze mną na koncert One Direction ?? Mam wolny jeden bilet ! - Nikt zbytnio nie zwrócił na to uwagi bo dziewczyny zanim dokończyłam zdanie zaczęły się śmiać. Dołączyłam do nich i śmiałyśmy się z tego wszystkiego. Jednak mi szczerze nie było do śmiechu. Na następnej przerwie przyszły do mnie Kaja i Patrycja, oznajmiły mi że też wybierały sie na ten koncert tylko zabrakło jednego biletu, dla Patrycji. Pomyślałam chwile. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Nie koleżankowałyśmy się tak strasznie. Nie miałam odwagi zaproponować im wspólnego wyjazdu ale po krótkiej chwili Patrycja sama sie odezwała - I my pomyślałyśmy że mogłabym kupić od ciebie ten bilet i pojechałybyśmy razem. Co ty na to ? - Ulżyło mi że sama to zaproponowała. Uśmiechnęłam się i odpowiedziałam - Oo. Mogłoby tak być. W sumie dla czego by nie ?! - Dziewczyny jak do tąd stały naprzeciwko mnie, gdy się zgodziłam usiadły obok mnie. - To sie cieszę. Miałyśmy jechać z rodzicami Kai. - odezwała się w końcu Patrycja z wielkim uśmiechem na twarzy. Ja miałam zamiar jednak jechać tam na dłużej niż tylko na dwa dni tak jak one planowały. - Mam rodzinę w Niemczech. Mieszkają własnie w Berlinie. Mam juz załatwiony nocleg u nich. Nie musiałybyśmy się plątać po hotelach. - Zamyśliły się. Ja też. Kaja w końcu zapytała - A co z dojazdem ? - Zadumałam się na chwile i w końcu plan przyszedł mi do głowy ale muszę porozmawiać o nim z rodzicami. - Zadzwonię do was zaraz po szkole. Musze pogadać z rodzicami.- Dziewczyny na to że okej i poszłyśmy na ostatnią lekcje. Matematyka szybko zleciała. Los chciał że przyjechali po mnie oboje, mama i tata. Od razu zaczęłam przedstawiać im całą sytuację. Zgodzili sie bez problemu. Zadzwonili tylko do wujka by oznajmić że będzie o jedną osobę więcej, ponieważ zamiast jednej koleżanki biorę dwie. Wszystko załatwione, dziewczyny też poinformowane.
Czwartek. Każdą przerwę między lekcjami Kaja i Patrycja przesiedziały ze mną. Obawiałam się co do stosunku między nami ale zapowiadało sie być miło. Po szkole szybko do domu i kończenie pakowania się. Koło godziny 18:00 przyjechały dziewczyny. Tata obgadał jeszcze wszystko z rodzicami Patrycji, zapakował walizki i o 19:00 mogliśmy ruszać. Jechaliśmy naszym czarnym sprinterem więc miałyśmy z dziewczynami dużo miejsca z tyłu. Przyciemniane szyby powodowały że jechało się bardzo przyjemnie. Siedziałam miedzy nimi. Rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się. Nigdy wcześniej nie miałyśmy ze sobą takiego kontaktu. Byłam pod wielkim wrażeniem. Dochodziła godzina 24. Jak dotąd był tylko jeden przystanek na stacji paliwowej. Nie chcieliśmy tracić czasu. Jechało się w sumie dość szybko, ponieważ o takiej porze mało samochodów jeździ po drogach. Koło godziny 1:00 ułożyłyśmy się wygodnie na tylnym siedzeniu i zasnęłyśmy. O godzinie 6:00 obudził nas szum wydawany przez przejeżdżające tiry. Staliśmy na stacji, ponieważ tata chciał się trochę przespać. Tyle czasu za kółkiem jest bardzo meczące. Koło godziny 7:15 ruszyliśmy w dalszą drogę. Czekało nas jeszcze dość sporo godzin jazdy. Nie mogłyśmy z dziewczynami uwierzyć że to właśnie już jutro jest koncert One Direction w Berlinie i my na niego jedziemy. Coś wspaniałego, naprawdę ! Stawaliśmy jeszcze co jakiś czas na stacjach by coś zjeść i rozprostować kości, chociaż kilka razy nie wychodziłyśmy z samochodu twierdząc że trzeba się wysiedzieć bo jutro czeka nas bardzo długie stanie i zapewne skakanie. Miło się jechało, powiem to jeszcze raz bo na prawdę nie mogłam też uwierzyć że tak dobrze się dogadujemy.
Koło godziny 18:30 dojechaliśmy do domu mojego wujka. Trafiliśmy bez problemu. Przywitali nas pyszną kolacją. W trakcie spożywania dużo rozmawialiśmy. Byłyśmy zmęczone z dziewczynami, chciałyśmy iść do wygodnego łóżka, otulić się mięciutką pierzynką, zasnąć i obudzić się już na sali koncertowej, ale niegrzecznie było by tak odejść od stołu, a poza tym nie wiedziałyśmy gdzie iść. Długo nie musiałyśmy czekać, ciocia spostrzegła że dosłownie zasypiamy przy stole. Zaprowadziła nas do pokoju w którym miałyśmy się usadowić. Duży, kolorowy pokój z trzema łóżkami ułożonymi obok siebie, zaścielonymi pościelami w różno kolorowe wzory. Nasze walizki były już przyniesione i ułożone przy dużej, kremowej szafie. Nie miałyśmy siły nawet na to żeby iść orzeźwić się pod prysznicem. Runęłyśmy na łóżka jak wysadzane bloki i w oka mgnieniu zasnęłyśmy.
____________________________________________________________
nom, akcja zaczyna się rozkręcać :p jest już ktoś kto czeka na kolejne rozdziały ? pisać w komentarzach ;) he, życzę miłego czytania.
Rozdział 3
Jest sobota, weekend. Piękna pogoda, a ja siedzę w domu i tłumaczę wszelakiego rodzaju wywiady. Wciągające to jest. Przeglądam wiele stron. Z jednej dowiedziałam się że 4 maja One Direction ma koncert w Niemczech i to w dodatku w Berlinie, tam gdzie mieszka mój wujek z rodziną. Pomyślałam sobie że fajnie by było jechać na taki koncert. Tym bardziej że jak dotąd graja najbliżej. Długo jednak nie siedziało mi to w głowie bo wiedziałam że to nierealne.
Dochodzi godzina 15. Czekam na rodziców którzy pojechali gdzieś rano. Bolały mnie już oczy od komputera, więc postanowiłam zrobić coś pożytecznego i posprzątać pokój. Po około godzinie rodzice nareszcie wrócili. Zakłopotali się gdy spytałam gdzie byli. Po moim pytaniu mama spojrzała na tatę, który wyjąkał że byli obejrzeć nowy samochód. Nie uwierzyłam im do końca, ale nie miałam zamiaru naciskać. Nie chcieli powiedzieć to nie. Odwróciłam się i wróciłam do swojego pokoju. Po kilku minutach weszli do mojego pokoju z jakimiś papierkami w rękach. Nie miałam pojęcia co to jest, do póki nie przekazali mi ich w moje ręce mówiąc - To wynagrodzenie za ciężką pracę w szkole. Mamy nadzieję że jest to jak najbardziej trafiony prezent. Wyjeżdżamy na tydzień. Wujek Staszek nas przygarnie. - Gdy dokładnie przyjrzałam się tym skrawkom omal nie zemdlałam. Były to dwa bilety na koncert One Direction. Uradowana skoczyłam pierwsze na mame, a potem na tate dziękując kilkanaście razy. Serce waliło mi jak młot. Nie mogłam w to uwierzyć. Jak to w ogóle możliwe ? Rodzice chwile postali przy mnie śmiejąc się do siebie i poszli zająć się swoimi sprawami. Ja zostałam z dwoma biletami w ręce. Teraz pozostało mi tylko znaleźć kogoś kto ze mną na ten koncert pojedzie. Zadzwoniłam do Justyny. Niestety nie da rady, jej rodzice też zrobili niespodziankę i zabierają ją nad morze. Trudno może Majka będzie dała rade. Prosiłam na marne, nie pojedzie bo po prostu nie lubi ich piosenek. Wszystko zależało teraz od Uli. Gdy poprosiłam ją o to żeby ze mną jechała bardzo się ucieszyła ale niestety rodzice nie pozwolili jej na ten wyjazd. Mimo zapewnień że mój dalszy wujek mieszkający w Niemczech będzie miał nad nami opiekę i że jadą przecież moi rodzice, nie zgodzili się. Byłam załamana. Taka okazja i nie mam z kim jechać.
Dochodzi godzina 15. Czekam na rodziców którzy pojechali gdzieś rano. Bolały mnie już oczy od komputera, więc postanowiłam zrobić coś pożytecznego i posprzątać pokój. Po około godzinie rodzice nareszcie wrócili. Zakłopotali się gdy spytałam gdzie byli. Po moim pytaniu mama spojrzała na tatę, który wyjąkał że byli obejrzeć nowy samochód. Nie uwierzyłam im do końca, ale nie miałam zamiaru naciskać. Nie chcieli powiedzieć to nie. Odwróciłam się i wróciłam do swojego pokoju. Po kilku minutach weszli do mojego pokoju z jakimiś papierkami w rękach. Nie miałam pojęcia co to jest, do póki nie przekazali mi ich w moje ręce mówiąc - To wynagrodzenie za ciężką pracę w szkole. Mamy nadzieję że jest to jak najbardziej trafiony prezent. Wyjeżdżamy na tydzień. Wujek Staszek nas przygarnie. - Gdy dokładnie przyjrzałam się tym skrawkom omal nie zemdlałam. Były to dwa bilety na koncert One Direction. Uradowana skoczyłam pierwsze na mame, a potem na tate dziękując kilkanaście razy. Serce waliło mi jak młot. Nie mogłam w to uwierzyć. Jak to w ogóle możliwe ? Rodzice chwile postali przy mnie śmiejąc się do siebie i poszli zająć się swoimi sprawami. Ja zostałam z dwoma biletami w ręce. Teraz pozostało mi tylko znaleźć kogoś kto ze mną na ten koncert pojedzie. Zadzwoniłam do Justyny. Niestety nie da rady, jej rodzice też zrobili niespodziankę i zabierają ją nad morze. Trudno może Majka będzie dała rade. Prosiłam na marne, nie pojedzie bo po prostu nie lubi ich piosenek. Wszystko zależało teraz od Uli. Gdy poprosiłam ją o to żeby ze mną jechała bardzo się ucieszyła ale niestety rodzice nie pozwolili jej na ten wyjazd. Mimo zapewnień że mój dalszy wujek mieszkający w Niemczech będzie miał nad nami opiekę i że jadą przecież moi rodzice, nie zgodzili się. Byłam załamana. Taka okazja i nie mam z kim jechać.
środa, 10 kwietnia 2013
Rozdział 2
I nadeszły dni testów. Strasznie się boję. Jutro pierwsza część. Postanowiłam że wyluzuję się dziś trochę i zabrałam Jagodę w długi teren. Potrzebne nam to było. Ja się odprężyłam, a koń wyszalał. Nie było nas około 3 godzin. Po powrocie przygotowałam ubrania na jutrzejszy dzień, zażyłam długiej kąpieli i poszłam spać. Śniło mi się że napisałam bardzo dobrze wszystkie części testu. Oby ten sen się sprawdził.
Wstałam koło 7. Ubrałam się i czekałam aż wybije 8:30. Nie dałam rady nic przełknąć więc poszłam głodna. Nie był to dobry pomysł bo zaraz przed rozpoczęciem zaczęło mi burczec w brzuchu. Na szczęście zdążyłam jeszcze zjeść pół bółki. Godzina 9:00. No to zaczynamy.
I tak minęły kolejne trzy dni. Było bardzo ciężko, ale jakoś dałam rade. Najgorzej poszło mi chyba z matematyki. Ze swoich obliczeń wyszło mi niecałe 60 %. Gdy wyszłam ze szkoly w piątek poczułam taką wielką ulgę. Uf, to już za mną. Teraz tylko czekać na wyniki i wakacje. Nauczyciele postanowili nie robić nam już żadnych sprawdzianów do końca roku. Może dla tego że bardzo szybko skończyliśmy przerabiać wszystkie tematy.
_______________________________________________________________
tyle na dziś ;) jeżeli zapowiada się ciekawie i już wiesz że tu będziesz zaglądać to napisz koma. dla Ciebie chwila a dla mnie radocha :p dziekuję i zapraszam ;)
Wstałam koło 7. Ubrałam się i czekałam aż wybije 8:30. Nie dałam rady nic przełknąć więc poszłam głodna. Nie był to dobry pomysł bo zaraz przed rozpoczęciem zaczęło mi burczec w brzuchu. Na szczęście zdążyłam jeszcze zjeść pół bółki. Godzina 9:00. No to zaczynamy.
I tak minęły kolejne trzy dni. Było bardzo ciężko, ale jakoś dałam rade. Najgorzej poszło mi chyba z matematyki. Ze swoich obliczeń wyszło mi niecałe 60 %. Gdy wyszłam ze szkoly w piątek poczułam taką wielką ulgę. Uf, to już za mną. Teraz tylko czekać na wyniki i wakacje. Nauczyciele postanowili nie robić nam już żadnych sprawdzianów do końca roku. Może dla tego że bardzo szybko skończyliśmy przerabiać wszystkie tematy.
_______________________________________________________________
tyle na dziś ;) jeżeli zapowiada się ciekawie i już wiesz że tu będziesz zaglądać to napisz koma. dla Ciebie chwila a dla mnie radocha :p dziekuję i zapraszam ;)
Rozdział 1
Do testów został mi tydzień. Bardzo się boję wyników. Jest ciężko, chociaż od pewnego czasu zdobywam coraz lepsze oceny. Staram się, codziennie poświęcać 4 godziny na naukę. Mamy mase materiału. Bardzo ciężkiego materiału. Przygotowywali nas jak mogli, ale to już raczej nie zależy od nauczyciela tylko od samego ucznia.
Zostawmy na chwile szkołę. Przejdźmy do bardziej prywatnego życia. Od kilku tygodni słucham boys bandu, One Direction. Bardzo pozytywni chłopcy, można by rzec mężczyźni. Widziałam już wiele wywiadów przeprowadzanych z nimi. Tłumaczac je poznaje ich bardziej i zarazem uczę sie języka angielskiego. Marzę żeby poznać ich osobiście, ale dobrze wiem że to marzenie jest z tych które nigdy się nie spełnią.
Dużo ostatnio rozmyślam o moim dotychczasowym życiu. Gdy mam dobry humor wszystko widzę w kolorowych barwach, jednak gdy mam jakiś gorszy dzień nic dla mnie nie ma sensu. Aktualnie gubię się w tym wszystkim. Mam mętlik w głowie. Wiele spraw się komplikuje. Moment w którym po prostu mówię dość, zaszywam się w pokoju i wypłakuję smutki do poduszki z słuchawkami w uszach. Dam wam radę na przyszłość : rozmyślanie jest złe, im więcej myślisz tym bardziej się pogrążasz. Nurtuje mnie pytanie po co Bóg stworzył życie. Przecież jest ono tułaczką. Tak, niekończącą się tułaczką, ciężką pogonią za szczęściem, które i tak nigdy nie zostanie złapane. Ciekawi mnie fakt jak jest w piekle, a może piekło to właśnie życie ? To już zostawiam duchownym, naukowcom itp. Może oni lepiej odpowiedzą na to pytanie.
Zostawmy na chwile szkołę. Przejdźmy do bardziej prywatnego życia. Od kilku tygodni słucham boys bandu, One Direction. Bardzo pozytywni chłopcy, można by rzec mężczyźni. Widziałam już wiele wywiadów przeprowadzanych z nimi. Tłumaczac je poznaje ich bardziej i zarazem uczę sie języka angielskiego. Marzę żeby poznać ich osobiście, ale dobrze wiem że to marzenie jest z tych które nigdy się nie spełnią.
Dużo ostatnio rozmyślam o moim dotychczasowym życiu. Gdy mam dobry humor wszystko widzę w kolorowych barwach, jednak gdy mam jakiś gorszy dzień nic dla mnie nie ma sensu. Aktualnie gubię się w tym wszystkim. Mam mętlik w głowie. Wiele spraw się komplikuje. Moment w którym po prostu mówię dość, zaszywam się w pokoju i wypłakuję smutki do poduszki z słuchawkami w uszach. Dam wam radę na przyszłość : rozmyślanie jest złe, im więcej myślisz tym bardziej się pogrążasz. Nurtuje mnie pytanie po co Bóg stworzył życie. Przecież jest ono tułaczką. Tak, niekończącą się tułaczką, ciężką pogonią za szczęściem, które i tak nigdy nie zostanie złapane. Ciekawi mnie fakt jak jest w piekle, a może piekło to właśnie życie ? To już zostawiam duchownym, naukowcom itp. Może oni lepiej odpowiedzą na to pytanie.
Kilka słów o sobie
Jestem Kornelia. Mam 16 lat. Moje życie jest pełne niespodzianek. Nie zawsze jest kolorowo. Praktycznie dominują momenty przygnębienia. Mam teoretycznie wszystko czego tylko zechce, a jeszcze mi źle. Mam dach nad głową, mam co jeść, mam kochającą rodzinę mimo że nieraz dużo się kłócimy i wiele wiele innych rzeczy o których niektórzy nieraz mogą tylko pomarzyć. Jak każda nastolatka mam wiele marzeń. Jedne są realne, drugie nie. Staram się być grzeczną, idealną dziewczyną. Najbardziej nie wychodzi mi to w szkole. Moje oceny są masakryczne. W tym roku czekają mnie testy i wybór pogimnazjalnej szkoły. Mam nadzieje że jakoś uda mi się uniknąć komisyjnego zdawania z niektórych przedmiotów. Staram się jak mogę ale na prawdę nie wychodzi mi. Nie umie, po prostu nie umie się uczyć. Konie stanowią część mojego życia. Nie wiem co bym zrobiła bez tych stworzeń. Sąsiad zza płotu ma konia z którym bardzo się związałam. Jest to 6 letnia klacz arabska, Jagoda. Lubię fotografować. Mam dość drogi aparat, więc mogę bezgranicznie bawić się ustawieniami itp. Mam trzy przyjaciółki, Ule, Majke i Justyne. Z innymi ludźmi raczej żyję w zgodzie, ale wiadomo są wyjątki. Cóż jeszcze mogę o sobie napisać. Więcej dowiecie się czytając tak jakby rozdziały wyciągnięte z mojego życia.
Hej wam.
Jakiś czas temu zaczęłam pisać 'opowiadanie'. Postanowiłam że nie będę go marnować tylko dla siebie i założę bloga. Będę dodawać po rozdziale na dzień. Chyba że będzie krótki to ewentualnie dwa. Opowiadania ogólnie będą polegały na tym że Kornelia (czyli główna bohaterka) będzie opisywała swoje przeżycia. Zdarzą się też fragmenty z punktu widzenia innych. Ogólnie ten blog będzie tak jakby prowadzony właśnie przez bohaterkę, jako ja będe pisać tylko kilka zdań pod wpisami. Myślę że spodobają wam się te moje wypociny i chociaż kilka osób będzie mnie systematycznie śledziło. :) Pozdrawiam ludki i życzę miłego czytania :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
