Weekend minął bardzo szybko. Poniedziałek też. jeszcze tylko 3 dni do wyjazdu a ja wciąż nie mam dla kogo poświęcić drugiego biletu.
Środa. Jest po trzeciej lekcji. Siedzimy z dziewczynami na korytarzu. Próbowałam namówić Majke ale nie miałam już siły. Ciągle mówiła 'nie'. Zrezygnowałam w końcu. Pod wpływem impulsu krzyknęłam - Kto jedzie ze mną na koncert One Direction ?? Mam wolny jeden bilet ! - Nikt zbytnio nie zwrócił na to uwagi bo dziewczyny zanim dokończyłam zdanie zaczęły się śmiać. Dołączyłam do nich i śmiałyśmy się z tego wszystkiego. Jednak mi szczerze nie było do śmiechu. Na następnej przerwie przyszły do mnie Kaja i Patrycja, oznajmiły mi że też wybierały sie na ten koncert tylko zabrakło jednego biletu, dla Patrycji. Pomyślałam chwile. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Nie koleżankowałyśmy się tak strasznie. Nie miałam odwagi zaproponować im wspólnego wyjazdu ale po krótkiej chwili Patrycja sama sie odezwała - I my pomyślałyśmy że mogłabym kupić od ciebie ten bilet i pojechałybyśmy razem. Co ty na to ? - Ulżyło mi że sama to zaproponowała. Uśmiechnęłam się i odpowiedziałam - Oo. Mogłoby tak być. W sumie dla czego by nie ?! - Dziewczyny jak do tąd stały naprzeciwko mnie, gdy się zgodziłam usiadły obok mnie. - To sie cieszę. Miałyśmy jechać z rodzicami Kai. - odezwała się w końcu Patrycja z wielkim uśmiechem na twarzy. Ja miałam zamiar jednak jechać tam na dłużej niż tylko na dwa dni tak jak one planowały. - Mam rodzinę w Niemczech. Mieszkają własnie w Berlinie. Mam juz załatwiony nocleg u nich. Nie musiałybyśmy się plątać po hotelach. - Zamyśliły się. Ja też. Kaja w końcu zapytała - A co z dojazdem ? - Zadumałam się na chwile i w końcu plan przyszedł mi do głowy ale muszę porozmawiać o nim z rodzicami. - Zadzwonię do was zaraz po szkole. Musze pogadać z rodzicami.- Dziewczyny na to że okej i poszłyśmy na ostatnią lekcje. Matematyka szybko zleciała. Los chciał że przyjechali po mnie oboje, mama i tata. Od razu zaczęłam przedstawiać im całą sytuację. Zgodzili sie bez problemu. Zadzwonili tylko do wujka by oznajmić że będzie o jedną osobę więcej, ponieważ zamiast jednej koleżanki biorę dwie. Wszystko załatwione, dziewczyny też poinformowane.
Czwartek. Każdą przerwę między lekcjami Kaja i Patrycja przesiedziały ze mną. Obawiałam się co do stosunku między nami ale zapowiadało sie być miło. Po szkole szybko do domu i kończenie pakowania się. Koło godziny 18:00 przyjechały dziewczyny. Tata obgadał jeszcze wszystko z rodzicami Patrycji, zapakował walizki i o 19:00 mogliśmy ruszać. Jechaliśmy naszym czarnym sprinterem więc miałyśmy z dziewczynami dużo miejsca z tyłu. Przyciemniane szyby powodowały że jechało się bardzo przyjemnie. Siedziałam miedzy nimi. Rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się. Nigdy wcześniej nie miałyśmy ze sobą takiego kontaktu. Byłam pod wielkim wrażeniem. Dochodziła godzina 24. Jak dotąd był tylko jeden przystanek na stacji paliwowej. Nie chcieliśmy tracić czasu. Jechało się w sumie dość szybko, ponieważ o takiej porze mało samochodów jeździ po drogach. Koło godziny 1:00 ułożyłyśmy się wygodnie na tylnym siedzeniu i zasnęłyśmy. O godzinie 6:00 obudził nas szum wydawany przez przejeżdżające tiry. Staliśmy na stacji, ponieważ tata chciał się trochę przespać. Tyle czasu za kółkiem jest bardzo meczące. Koło godziny 7:15 ruszyliśmy w dalszą drogę. Czekało nas jeszcze dość sporo godzin jazdy. Nie mogłyśmy z dziewczynami uwierzyć że to właśnie już jutro jest koncert One Direction w Berlinie i my na niego jedziemy. Coś wspaniałego, naprawdę ! Stawaliśmy jeszcze co jakiś czas na stacjach by coś zjeść i rozprostować kości, chociaż kilka razy nie wychodziłyśmy z samochodu twierdząc że trzeba się wysiedzieć bo jutro czeka nas bardzo długie stanie i zapewne skakanie. Miło się jechało, powiem to jeszcze raz bo na prawdę nie mogłam też uwierzyć że tak dobrze się dogadujemy.
Koło godziny 18:30 dojechaliśmy do domu mojego wujka. Trafiliśmy bez problemu. Przywitali nas pyszną kolacją. W trakcie spożywania dużo rozmawialiśmy. Byłyśmy zmęczone z dziewczynami, chciałyśmy iść do wygodnego łóżka, otulić się mięciutką pierzynką, zasnąć i obudzić się już na sali koncertowej, ale niegrzecznie było by tak odejść od stołu, a poza tym nie wiedziałyśmy gdzie iść. Długo nie musiałyśmy czekać, ciocia spostrzegła że dosłownie zasypiamy przy stole. Zaprowadziła nas do pokoju w którym miałyśmy się usadowić. Duży, kolorowy pokój z trzema łóżkami ułożonymi obok siebie, zaścielonymi pościelami w różno kolorowe wzory. Nasze walizki były już przyniesione i ułożone przy dużej, kremowej szafie. Nie miałyśmy siły nawet na to żeby iść orzeźwić się pod prysznicem. Runęłyśmy na łóżka jak wysadzane bloki i w oka mgnieniu zasnęłyśmy.
____________________________________________________________
nom, akcja zaczyna się rozkręcać :p jest już ktoś kto czeka na kolejne rozdziały ? pisać w komentarzach ;) he, życzę miłego czytania.
Możesz zdążyć dziś jeszcze dodać, bo umrę *.*
OdpowiedzUsuńwydaje mi się że tak ;)
Usuń